środa, 6 kwietnia 2011

POD LUPĄ…

Adrenalina, emocje, które dostarczają niesamowitych przeżyć. Chyba każdy na ziemi doświadczył tych uczuć. Jednym z nas się to podoba, innym zupełnie nie jest na rękę.

Jeśli chodzi o nietypowe stany u każdego z nas są one wywoływane w różnoraki sposób. Jedni, przejmując się najbliższą klasówką, nie mogą opanować drżenia rąk, lecz są i tacy, którzy muszą spróbować czegoś naprawdę szalonego, aby poczuć się odlotowo(i nie chodzi tu o dopalacze).
Na wielu kanałach sportowych często realizatorzy ukazują nam sporty, których uprawianie grozi nawet utratą życia. Po co ludzie właściwie to robią? Czy pieniądze za to rzeczywiście są aż tak wielkie?
Odpowiedź brzmi: nie. Człowiek już w swojej naturze ma podejmowanie ryzyka. Lubimy odczuwać ten dreszczyk emocji, który czasami z powodzeniem odrywa nas od przyziemnych spraw.
Ostatnio sporą popularność zyskało sobie wiele sportów ekstremalnych. Najbardziej efektownym według mnie jest base jumping (B.A.S.E.). Ludzie uprawiający ten sport twierdzą, że przeżycia, których doświadcza wówczas człowiek są niesamowite.

Sport ten polega na wykonywaniu skoków spadochronowych z różnych obiektów, np. z wysokich budynków lub anten. Niebezpieczeństwo polega na niewielkiej wysokości tych obiektów, a co za tym idzie – na krótkim czasie, w którym skoczek musi otworzyć spadochron. Jak niebezpieczny jest to sport, pokazało już kilku zawodników, których skoki skończyły się połamaniem wielu kości m.in. miednicy.
Jeszcze bardziej niezwykłą forma spędzania wolnego czasu jest latanie bez spadochronu. Brzmi naprawdę niewiarygodnie, a wygląda jeszcze bardziej niesamowicie. Sport ten składa się z dwóch elementów. Najpierw trzeba się wspiąć na jakieś bardzo wysokie miejsce, które wcale nie tak łatwo znaleźć. Najprzyjemniejsza, według osób uprawiających ten sport, jest jednak druga część tej zabawy. Polega ona na rzuceniu się w przepaść, i to dosłownie. Ludzie, którzy to robią, ubrani są w specjalny kombinezon zaopatrzony w elementy na wzór błony pomiędzy tułowiem a ramionami. Stwarzają one opór dla powietrza i unoszą człowieka jak piórko. Najdłuższe loty trwają nawet po kilkanaście minut. Oczywiście odbywane są one w specjalnych miejscach, gdzie panują najdogodniejsze warunki na ziemi.
Każdy z nas na pewno był w cyrku. Z wielkim zaciekawieniem oglądamy występy wielu ambitnych akrobatów, z których największą popularnością cieszą się chyba linoskoczkowie. Ich występy i balansowanie na cieniutkiej linie kilka metrów nad ziemią wymaga od nich nie lada odwagi i wyćwiczenia. Dlatego szczególnie ciekawie przedstawia się historia pewnego francuskiego linoskoczka Philippe`a Petita, którego jednogłośnie możemy okrzyknąć najlepszym linoskoczkiem w historii. Nigdy nie pracował w cyrku. Jego pokazy oglądały całe rzesze ludzi w wielu miejscach świata. Przechodził po linie pomiędzy wieżami katedry Notre Dame i w wielu innych miejscach. Jednak najsłynniejsze przejście wykonał w Nowym Jorku. Wówczas to podjął się naprawdę niewiarygodnego zadania. Rozwiesił wraz ze znajomymi linę pomiędzy nieistniejącymi już dziś bliźniaczymi wieżami Word Trade Center. Po linie tej wykonał kilka przejść, a także położył się na niej. Widok stamtąd był niesamowity. Wszystkie popisy linoskoczka zostały pokazane w filmie „Człowiek na linie”.
Istnienie takich dyscyplin pokazuje nam, jak popularna jest chęć przezywania nowych wrażeń. Myślę także, że ludzie godzący się na takie ryzyko chcą spełniać swoje marzenia i udowadniać światu, ze można takie rzeczy wykonywać. Od początku swego istnienia ludzie marzyli, aby unieść się w przestworza i poczuć się jak ptaki. Dziś za pomocą najnowszych urządzeń staje się to możliwe i bardzo popularne.


Tomasz Buczma