środa, 16 listopada 2011

Mały wywód o muzyce


Wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje, ale czasami warto wymienić się zdaniami. W cywilizowany i kulturalny sposób przedstawić swoje poglądy i preferencje np. muzyczne. Kładę nacisk na słowo ,,kulturalny”, ponieważ spotkałam się z wieloma osobami, które nie przyjmowały do wiadomości, że ktoś  może słuchać innej muzyki niż one. Wpadały wtedy w szał i krytykowały po kolei wszystkie gatunki muzyczne - oczywiście gloryfikując swój ulubiony i wymieniając wszystkie jego zalety. 

Również najgorsze, co może być, to kierowanie się pozorami. Niejeden raz spotkałam się z ze stwierdzeniami, że jestem punkiem czy metalem. Jeżeli ktoś mnie nie zna, to rzeczywiście na pierwszy rzut oka może tak pomyśleć, ale ja nie utożsamiam się z żadną subkulturą. Chciałabym Wam natomiast przybliżyć mój ulubiony rodzaj muzyki , który nie jest tak popularny jak reggae czy ostatnio bardzo lubiany dubstep. Mianowicie jest to funk rock. 

Mam nadzieję, że chociaż część z Was kojarzyć będzie kalifornijski zespół Red Hot Chili Peppers. Grają oni klasyczny funk połączony z rockiem alternatywnym, punk rockiem i rockiem psychodelicznym. Od 1983 roku nagrali 10 płyt, cieszą się rosnącą popularnością i wiernymi fanami, którzy tłumnie przybywają na koncerty. Charyzmatyczny wokalista Anthony Kiedis pierwszego listopada skończył 49 lat, mimo tego ciągle tryska z niego żywiołowość i chęć do dzielenia się z ludźmi radością, jaką daje muzyka. Myślę, że najbardziej  znanym utworem jest ,,Californication'' . Jest to jeden z wolniejszych i zarazem pięknych numerów, który nieoficjalnie uznawany jest za hymn Hollywood. Wielu ludzi poznało go dopiero podczas programu ,,X Factor'', kiedy to  zaśpiewał go Michał Szpak (moim zdaniem raczej wykrzyczał). Polecam Wam najpierw posłuchać oryginalnej wersji, a dopiero później osądzać covery.


 CALIFORNICATION - WERSJA OFICJALNA


RHCP słyną nie tylko z żywiołowych utworów takich jak; ,,Around the world '', ,,Coffee Shop'' czy ,,Can't stop'', ich wizytówką są także kontrowersyjne występy, podczas których wychodzili nago na scenę, a ich jedynym strojem były długie, białe skarpetki zakładane na przyrodzenie. 

Gorąco polecam Wam wszystkie piosenki i wszystkie płyty Red Hotów, włącznie z ostatnią ,,I'm with you''. Sądzę, że w ich twórczości każdy znajdzie coś dla siebie, poczynając od fanów punku, reggae, skończywszy nawet na metalach.

Każdy, kto jest choć trochę spostrzegawczy, zauważy różnorodność upodobań muzycznych w naszej szkole. Przechodząc się po korytarzu, dostrzec  można miłośników rocka, techno czy rapu. Najczęściej świadczy  o tym ubiór, ale ostatnio spotkałam się z jakże spontanicznym zrywem chłopaków z trzeciej klasy, którzy pod radiowęzłem urządzili sobie dyskotekę. Ktoś mógłby powiedzieć, że głównym powodem ich zachowania była chęć rozgrzania się, gdyż od jakiegoś czasu temperatura w szkole nie przekracza 20 stopni C. Nieważne, co ich do tego skłoniło, liczy się to , że było to bardzo pozytywne i nastrój udzielił się wszystkim dookoła.

Zauważyłam, że  wielu uczniów pojawiło się na koncercie, który odbył się 29 października. Zapewne dlatego, że jednym z zespołów, które brały w nim udział, był BUDGE. To bardzo dobrze. Korzystajmy z tego, co dzieje się w naszym mieście  i bądźmy dumni, że to do Połczyna przyjeżdża coraz więcej ludzi, by się pobawić.  W sumie to nie dziwię się, że liczba osób przychodzących na koncerty wzrasta. Dobry wokal Jaśka Matwijczaka i wzorowa gra reszty zespołu sprawia, że wykonywane covery wręcz poruszają publiczność. Dodam również, że już trzeci raz na połczyńskiej scenie  pojawiła się MATERIA, czego skutkiem było sprzedanie ponad 150 biletów.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią ostre brzmienia gitary elektrycznej, że nie każdy przepada za popem czy muzyką klasyczną, że nawet ostatnio bardzo popularne reggae ma swoich przeciwników. Dlatego w najbliższym czasie w naszej szkole zostanie przeprowadzona ankieta dotycząca Waszych upodobań muzycznych. Na jej podstawie będzie można rozeznać się w gustach muzycznych szkoły, a co z tym dalej zrobimy... o tym dowiecie się niebawem.

Zachęcam więc Was do wzięcia udziału w ankiecie, oczekujcie szczegółów na łamach „Stacha”. 


Marta Szczepek 1c


poniedziałek, 14 listopada 2011

W świecie Marty Czajki

Przedstawiamy fotografie kolejnej duszy artystycznej ukrywającej  się w naszej szkole. Dzięki Tobie, Marto, dostaliśmy trochę tak potrzebnego letniego ciepła w listopadzie.




 








  























niedziela, 13 listopada 2011

New Beginning... new life...: "Nothing looks like you see"


Rozdział VII 

Czarnowłosa jeszcze przez chwilę wpatrywała się w okno, przez które dwójka włamywaczy wyszła z jej pokoju, zastanawiając się, co to za zapach wyczuła, kiedy tylko przekroczyła próg pokoju. Korciło ją, by napisać do Aleka i Jasmine, może oni by wiedzieli. Zawahała się i odłożyła telefon na biurko. Ta sprawa ich nie dotyczyła. Ona musiała się nią zająć.
Usłyszała dźwięk sms-a.
„Nowa wiadomość od: Maya”
„Masz chwilę?”
Przewróciła oczami, widząc zapytanie przyjaciółki. Jak gdyby nie wiedziała.
„ Jasne, o co chodzi?”
„ Wpadnij do McLarrs”
„ Będę za 20 min”
Maya rzadko wysyłała jej takie wiadomości. Zwykle w kryzysowych sytuacjach, więc działo się coś ważnego. Najpierw pomoże jej, następnie sobie.
Ubrała się zwyczajnie, zmieniając jedynie bluzkę na zieloną z niewielkimi falbankami i na to skórzaną czarną kurtkę. „McLarrs” nie było daleko od jej domu, 15 minut spacerkiem dla niej zamieniało się w 5.
Wchodząc do lokalu, skierowała się od razu do stałego miejsca, na którym zwykle ona i Maya siadały, jednak Mai tam nie było. Natomiast jej miejsce zajmował chłopak, w dodatku go znała… to Caleb. Czując, że ktoś za nim stoi, odwrócił się, robiąc zaskoczoną minę. To nie jej się spodziewał tu zastać.
- Hej. – powiedział po chwili ciszy, jaka zapadła między nimi. Dość niezręcznej. Unikali się od dłuższego czasu, nie mieli ochoty tego zmieniać.
- Hej. Nie widziałeś gdzieś Mai? – zapytała, nie chcąc tracić czasu swojego ani jego, zwłaszcza, że wyglądał na zniecierpliwionego.
- Mai… nie. Ale napisała, żebym tu na nią czekał. – odpowiedział, patrząc jak twarz Millah z zaskoczonej zmienia się w zirytowaną.
- Oboje nas wrobiła. – mruknęła zrezygnowana, siadając na wolnym miejscu. Skoro już tu była, mogła coś zjeść. Nie miała zamiaru bawić się w robienie kolacji czy coś.
- Jeśli nie chcesz… nie musisz ze mną siedzieć. – dodała, widząc zdezorientowanie w spojrzeniu chłopaka. Jak gdyby chciał zostać, a z drugiej gdzieś się spieszył. Bała się, że to ma coś wspólnego z jej gośćmi. Zwłaszcza, że wyczuła ich nikły zapach w okolicy knajpy.
- Zostanę. – jego decyzja ucieszyła dziewczynę, jednak oboje nie zdawali sobie sprawy, że są obserwowani. I oboje mają całkiem spore kłopoty.
Rozmowa jakoś niespecjalnie się kleiła. Chyba oboje podświadomie czuli, że nie powinni ze sobą przebywać, mimo to żadne z nich nie podnosiło się z miejsca. Dwie godziny minęły niczym jedna chwila.
- Powinnam już iść. Wiesz, rodzice i cała reszta... - mruknęła, gdy wyjmowała drobne za swój posiłek, nie pozwalając by chłopak zapłacił za coś, na co się nie pisał.
- Jasne… - bąknął zaskoczony szybkością, z jaką Millah wypiła resztkę soku.
Pożegnała się z nim w błyskawicznym tempie. Nie wiedziała, czy jest bardziej zaskoczona faktem, że Caleb został, czy tym, że byli zdolni faktycznie rozmawiać, udając jakby to, iż Christian ją pocałował, było czystą fikcją.
Otwierając drzwi do domu, czuła, że coś jest nie tak… bardzo nie tak. Rodzice powinni już wrócić. Dawno, w sumie zanim wróciła od Aleka… dom emanował czymś, czego nie potrafiła ująć w słowa. Zupełnie jakby próbował ostrzec ją przed czymś. Nie zdążyła odłożyć nawet kluczy na blat stołu, gdy usłyszała świst. Jej instynkt zareagował automatycznie. Schowała się za blatem i próbowała namierzyć źródło zagrożenia. Kiedy potrzebny był tropiciel, taki jak Christian, to oczywiście go przy niej nie było. Zamiast tego podrywał ludzi… pięknie. Zdarzyła poruszyć się o kilka milimetrów, kolejny świst, tuż nad jej głową. Spanikowała. To przestawało być zabawne, ktoś próbował ją uśpić, nie pozostawiając śladów. Gdy usłyszała trzeci świst, obserwując lot niewielkiej drewnianej strzałki, chwyciła ją, gdy ta wbiła się w ścianę, po czym z powrotem wróciła na swoją pozycję, z której kilka sekund później uciekła w kierunku drzwi balkonowych. Była głupia, łudząc się, że może uda się jej uciec, dobiec gdzieś… Usłyszała czwarty świst, tym razem ktokolwiek chciał ją zranić, osiągnął swój cel. Cały świat Mill został jakby za mgłą. Droga z tyłu domu nagle wydała się taka długa… potknęła się, upadając na kolana już poza swoją posesją. Ostatkami sił walczyła, by nie dać się posiąść ciemności, która była niezwykle silna, nie mogła się poddać. Nie ona.
- Caleb… - to było ostatnie słowo, jakie wypowiedziała do cienia, jaki pojawił się na linii jej horyzontu. Po czym odpłynęła, opadając całym ciałem na ziemię.

Rys. Agata Pachciarek
~*~

- Millah? Mill? Żyjesz? Mill? – damski głos, znajomy. Docierał do podświadomości dziewczyny powoli. Dobrze, że docierał.
- Moja głowa… gdzie jestem? – jęknęła, próbując się podnieść nie swojego łóżka, jednak czyjeś silne dłonie uniemożliwiły jej kolejne próby.
- U nas. Wszystko w porządku. Jesteś bezpieczna. – usłyszała w odpowiedzi tym razem męski głos. Głos Aleka. Odetchnęła z ulgą.
- Dlaczego... ał..dlaczego tu jestem? Jaki jest… dzień? – zapytała, wtulając się w ramiona brata, któremu widać bardzo spodobała się ta rola i nie bronił się przed takim rodzajem czułości. Ba… schlebiało mu to.
- Środa. A jesteś, dlatego że ten glonojad cię przyniósł. Powiedział, że... zostałaś zaatakowana, za późno zorientował się, że byłaś obserwowana od czasu, gdy weszłaś do knajpy. Miał do wyboru złapanie tego, kto cię zaatakował lub… ratowanie ci skóry. Jak widać wybrał to drugie.
- I dobrze zrobił. – wtrąciła się Jasmine niosąc herbatę i rogalika.
- Powinnaś coś zjeść. – Alek pomógł w miarę jego zdaniem bezboleśnie oprzeć się Milli o poduszki, by mogła spokojnie zjeść.
- Jak to jest środa? Ile ja spałam? – coś jej się tu nie zgadzało. Była w knajpie w piątek.
- Spałam 4 DNI? – podniosła ton i niemal nie wylała herbaty na łóżko,  gdyby nie szybka interwencja Jasmine, byłoby o wiele gorzej niż tylko kilka kropel.
- To, czym cię zaatakowano, było o wiele silniejsze. Gdyby było tego więcej… mogłoby cię zabić. Chloe i Jasmine czuwały przy tobie na zmianę, Valentina znalazła pomoc. trucizna ma na celu usypianie i dekoncentrowanie, ale taka dawka upewnia nas, że ktoś z premedytacją planował cię zabić, Millah. – ton, jakim wyrażał się Alek, wywołał ciarki na skórze niebieskookiej. Czuła, jak martwił się o nią. Miała wrażenie, że z ulgą przyjął fakt, że się obudziła. 4 dni nieprzerwanego snu… mogło być gorzej.
- Valentina podjęła decyzję, że zostaniesz tu, póki nie dowiemy się, kto stoi za tym atakiem. – dodał po chwili ciszy widząc jak jego młodsza siostra skubie trzymanego w dłoniach rogalika nie specjalnie spiesząc się by go zjeść.
- A rodzice? Szkoła? Moje życie? -  zaapelowała, patrząc to na brunetkę to na blondyna. Doskonale wiedzieli, że nie mogła tu zostać. Musiała wracać. Catherine na pewno odchodziła od zmysłów.
- Są powiadomieni. A szkołą… na razie się nie przejmuj. Valentina to załatwiła. – odpowiedziała uśmiechnięta Jasmine, machając swoim telefonem.
- Naprawdę MUSZĘ tu zostać? – jęknęła przeciągle wywracając oczami. Czuła się jak dziecko, które zrobiło sobie krzywdę a teraz musi przejść kwarantannę czy czasem nie jest zakażone.
- Naprawdę. Tak będzie lepiej, Millah. Wierz lub nie. Ale nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić, tylko ja mam prawo dawać ci wycisk. – mruknął czochrając jej włosy, które i tak były już w gigantycznym nieładzie.
Zaśmiał się, po czym pocałował ją w czoło, błyskawicznie ulatniając się z pola rażenia, zanim zdążyłby dostać poduszką, z którą minął się jedynie milimetrami.
- Wypoczywaj. – powiedział na odchodnym. Teraz, gdy wiedział, że wydobrzeje, mógł zająć się na poważnie tym, czym powinien zajmować się od 4 dni.
A Millah po opornym zjedzeniu rogalika opadła na poduszki przez chwilę zastanawiając się nad tym, czym zastanawiali się wszyscy wokół niej. Kto ją zaatakował, a przede wszystkim… skąd w jej domu wziął się ten dziwny zapach, tak znajomy a jednocześnie nieznany. Chwilę później zasnęła, spełniając życzenie Aleka. 

c. d. n... 

Anna Żylińska

piątek, 11 listopada 2011

Kochany


Gdybyś spróbował

Choćby teraz

Zapomnieć o słońcu

Co ci żyć pozwala

Przestał tęsknić za ciepła dotykiem

By zmarzniętym dłoniom

Nie zabrakło uczucia.

Zostałam sama

Tylko wino się pali

Tak mocno jak pragnę

Jak chcę.

Tylko gdy pozwolę.

Czy boisz się?

Słońce znów wstaje

Ciepłem okrywa

Nie bój się kochany

Życie tak się nie kończy

To tylko gra, zabawa

Niewarta świeczki.

Słońce nie umrze

Jeżeli odejdzie

Odnajdziesz je następnego dnia

Nie będzie ciemności.

Jeżeli kochasz

Nie bój się.



Natalia Konopacka

czwartek, 10 listopada 2011

11. listopada


11.11.2011r. (piątek) w sali widowiskowej w Centrum Kultury odbędzie się koncert Dobra Gramy.Impreza rozpocznie się o 20:00. Bilety w cenie 5 zł będzie można nabyć przed koncertem. 


Usłyszymy najlepsze utwory zespołów reprezentujących nurt grunge.

Mała porcja lików:

Nirvana  “Smells Like Teen Spirit”   



Pearl Jam  „Jeremy"  

http://www.youtube.com/watch?v=-gn2NFlix3w 

Alice in Chains  „Would?"   

http://www.youtube.com/watch?v=Rs6RefV1td4 

 






 



wtorek, 8 listopada 2011

Pod lupą Tomka Buczmy

 Bolesne zwycięstwo


Najrozmaitsze gatunki reprezentowane przez różnorakie subkultury są cechą charakterystyczną czasów współczesnych. Słuchając i czytając wypowiedzi moich kolegów, postanowiłem również wypowiedzieć się o muzyce, którą ja lubię.


Szczerze muszę wyznać, że nie należę do grona wybrednych słuchaczy. Słucham tego, co leci na ulicy, w szkole, głównie z radia. Oczywiście mam swoje ulubione gatunki, ale szczególnie ambitny w tej dziedzinie nie jestem. Jeśli cokolwiek miałbym skrytykować, to jedynie zbyt częste odtwarzanie przez rozgłośnie radiowe niektórych, będących na fali piosenek. Czasami słuchanie w ciągu godziny osiem razy tego samego może być trochę nudne. Jednak nie o tym chciałem Wam powiedzieć.


Od jakiegoś czasu, dokładnie od momentu, gdy po raz pierwszy obejrzałem film „To ja złodziej” zacząłem słuchać bluesa. Spośród wielu wykonawców takiej muzyki najbardziej do gustu przypadają mi utwory polskiego zespołu Dżem, a w szczególności wykonania słynnego Ryśka Riedla. Sam nie do końca jestem w stanie wytłumaczyć co mnie tak porwało w piosenkach tego zespołu. Gdybym miał podać najbardziej wiarygodny powód, powiedziałbym, że prawda, którą widać gołym okiem w tekstach najsłynniejszych piosenek zespołu.



Tekst słynnej „Whisky”, w który naprawdę trzeba się wsłuchać, jest, prosto mówiąc, straszny. Historię tę z całą pewnością można utożsamiać z główną postacią zespołu. Riedel był jedną z najtragiczniejszych postaci polskiej sceny muzycznej i niewątpliwie bardzo utalentowanym wokalistą. Jego życiowa tragedia, w opinii większości, to narkotyki, które doprowadziły artystę do sytuacji bez wyjścia. Jednak w tekście widać coś innego. „Idź do diabła mówią ludzie, ludzie pełni cnót” a dalej „Chciałem kiedyś zmądrzeć, po ich stronie być/ Spać w czystej pościeli, świeże mleko pić”. Słowa te doskonale pokazują reakcję ludzi „pełnych cnót” na osoby takie jak Rysiek. Na pozór niechlujne i nic niewarte, ale tak naprawdę warte o wiele więcej niż większość dżentelmenów w garniturach. 


Myślę, że społeczna nieakceptacja również przyczyniła się do stylu życia, jaki wybrał wokalista Dżemu. Pomimo tego, że na pozór był uwielbiany, jego imię było na ustach tysięcy młodych ludzi, zresztą do dzisiaj tak jest, nie czuł się w pełni doceniany. Z tego wyciągam jedną naukę. Każdy jest osobą wartościową, jest taki, jaki się urodził i musi sam siebie zaakceptować. Jeśli to zrobi, nie będzie go interesowało, co myślą inni. „Chociaż puste mam kieszenie,/ No i wódy czasem brak./ Ja już nigdy się nie zmienię,/ Zawsze będę żył już tak.” 

„Dla Was zawsze będę śpiewał, do końca”. Oto jedne z ostatnich słów Ryśka, pokazujące, że każdy powinien być sobą. Rysiek był, bez względu na wszystko. 

Serdecznie zapraszam do wysłuchania kilku najsłynniejszych utworów Dżemu, w których również gra na harmonijce ustnej tworzy ten jedyny, niepowtarzalny klimat. Teksty mówią same za siebie:





piątek, 4 listopada 2011

Jesteśmy Anonymous. Jesteśmy Legionem. Nie przebaczamy. Nie zapominamy. Oczekujcie nas. Czyli... już więcej nie powiemy „LUBIĘ TO” (?!)

Kwiecień tego roku. Konsolowcom ten miesiąc kojarzy się z jednym: Sony wyłączyło serwisy PlayStation Network oraz Qriocity. 

Stało się tak z powodu ataków hakerskich, których skutkiem był kolosalny wyciek danych osobowych – w tym numerów kart kredytowych przypisanych do części z 77 milionów kont. Za winnych uznano ludzi w maskach „uśmiechniętego wąsacza”. Kto choć trochę wtajemniczonym jest w świat informatyki wie, o kim mowa. Mianowicie o największej i najbardziej niebezpiecznej grupie cyberaktywistów – Anonymus. 
            Jak wynika z pewnych przesłanek, jeszcze jeden miesiąc bieżącego roku może stać się kamieniem milowym w świecie informatyki. Mało tego. Może przejść do historii jako najczarniejszy dla 500 milionów (czyli co 13 mieszkańca ziemi) użytkowników  najpopularniejszego portalu społecznościowego – Facebooka.
            Dniem egzekucji ma być 5 listopada. W  sobotę, jak zapowiadają Anonimowi portal przestanie istnieć: Twoje medium komunikacji, tak bardzo przez was wszystkich uwielbiane, zostanie zniszczone – mówi gość w białej masce w wideo będącym ostrzeżeniem przed „zagładą” (film pod linkiem: http://www.youtube.com/watch?v=6aqm2EntDp0 ).
Dlaczego właśnie 5 listopada? W tym dniu w roku 1605 poniósł klęskę atak zorganizowany przez Roberta Catesby i Guya Fawkesa przeciwko brytyjskiej monarchii, wydarzenie znane jako Gunpowder Plot. Zostało ono wykorzystane przez Alana Moore’a, w komiksie „V jak Vendetta”, gdzie Guy Fawkes użyczył charakteru głównemu bohaterowi, który doprowadza do ataku na brytyjski parlament również właśnie 5 listopada. Postać Vendetty została zaadaptowana jako jeden z głównych symboli grupy Anonymous.
            Jeśli jesteś hakiwistą lub po prostu facetem, który chce bronić wolności informacji, przyłącz się do zabicia Facebooka w imię waszej własnej prywatności. Właśnie ochrona prywatności jest motywem działań na rzecz klęski fejsa. Dalsze uzasadnienie brzmi: Facebook prowadzi sprzedaż informacji agencjom rządowym i udziela dostępu do zabezpieczonych danych, tak, aby można było szpiegować ludzi z całego świata. Wszystko, co robisz na Facebooku, pozostaje w Facebooku, niezależnie od ustawień „prywatności” (…) nawet jeśli „usuniesz” konto, wszystkie twoje dane osobowe i informacje na twój temat pozostają w Facebooku i mogą być odzyskane w dowolnym czasie. Nie jesteś bezpieczny, ani przed nimi, ani przed żadnym rządem. Zatem wnioskujemy, że atak stanowi odpowiedź na zarabianie pieniędzy przez administrację Facebooka dzięki handlowi danymi użytkowników. Można przypuszczać, że to oskarżenie jest uzasadnione, bo przecież zakładając konto, trzeba zaakceptować regulamin, w którym wyrażamy zgodę na przetwarzanie naszych danych i wizerunku. 
Główną przyczyną ataku ma być sprzedaż informacji agencjom rządowym oraz zapewnianie dostępu do tajnych danych użytkowników, umożliwiając szpiegowanie ludzi na całym świecie. Swoją drogą ten portal rzeczywiście stanowiłby doskonałe narzędzie dla kogoś, kto chce cię szpiegować. To przecież setki milionów kont zawierających zarówno podstawowe dane, jak i wiadomości z informacjami, których nie przekazalibyśmy komuś bezpośrednio. Słyszałem nawet teorię, że działanie portalu zainicjowało CIA. Jednak to kolejna teoria spiskowa, której zbadanie, jeśli nie zajęłoby wieków, to pewnie byłoby niemożliwe. 
            Jednak zgodnie z najświeższymi informacjami w Anonymusie nastąpił rozłam: w najważniejszej sieci społecznej wykorzystywanej do przekazywania informacji, Twitterze, na koncie Anonymous, które posiada wszelkie oznaki wiarygodności, umieszczono kilka tweetów, które stanowczo zaprzeczają, jakoby za planem ataku stał Anonymous, „Do prasy: media całego świata… Przestańcie kłamać! #OpFacebook jest po prostu kolejnym oszustwem! Nie zabijamy posłańców! To nie w naszym stylu.” Inny wpis apeluje: „Nie bądźcie głupi. Ważniejsze rzeczy dzieją się na świecie, którym należy stawić czoła, niż bawić się w głupoty w stylu # OpFacebook”.
            Ale administracja wzięła groźbę Anonimowych całkiem na serio i zgodziła się wypłacać po 200 dolarów każdemu, kto znajdzie lukę w serwisie.
            Cóż, jutro przekonamy się sami. A mi to i tak obojętne, bo nie mam konta (tak, wiem, powinienem zacząć próbować przechodzić przez ściany), ale z całym szacunkiem dla tych ponad 500 mln użytkowników, według mnie to strata czasu. Dlaczego? Ok, ok, wiem, to może być pomocne w nawiązywaniu kontaktu z innymi, ale przecież sam pamiętam o znajomych, mam ich numery telefonów, w razie potrzeby mogę się z nimi skontaktować, a nie jest dla mnie nigdy priorytetem wiedzieć, co robią w danej chwili, gdzie wyjeżdżają itp. Jeśli to jest ważne, to sami mi o tym powiedzą. Dlaczego zatem tylu ludzi myśli inaczej? Nad tym i innymi (psychologicznymi) aspektami potęgi najważniejszego medium naszych czasów oraz nad jego wpływem na świat będę dociekać w kolejnym artykule z rozpoczętej właśnie serii tekstów o World Wide Web, znanym powszechnie jako Internet.
I na koniec poćwiczymy language angielski ; ) Poniżej prywatna rozmowa Marka Zuckerberga (twórcy FB) po tym, jak uruchomił serwis społecznościowy dla studentów Harvardu.
Mark: I have over 4000 emails, pictures, addresses
Znajomy: What!? How’d you manage that one?
Mark: people just submitted it
Mark: I don’t know why
Mark: they “trust me”
Mark: dumb fucks…
Ciekawa puenta…


Radosław Iwanek

O świecie

Gdyby tak świat

Chociaż raz zamknął oczy,

Pamięć raz stracił

I tylko sercem patrzył.

Zmieniłby się tak

Jak kiedyś wyglądał.

Bez ludzi.

Nie umarłby.

Byłaby nadzieja.

A tak oczy wydrapane

Od krwi czerwone

Ogromne, przeprażone

Patrzą w morze

Szukając ukojenia.


Natalia Konopacka

środa, 2 listopada 2011

Dziś chcemy Wam zaprezentować prace jednego z naszych szkolnych talentów. Tę biżuterię, elfy, świeczniki i witraże wykonała Zuzia Ślusarczyk z II klasy Technikum Architektury Krajobrazu.
Witraże zostały wykonane techniką Tiffany'ego, która polega na łączeniu kawałków szkła przy pomocy folii miedzianej zalewanej cyną. Natomiast biżuterię Zuzia utworzyła ze szklanych kamyków-kaboszonów i kolorowego szkła. Zapraszamy do kojenia oczu i umysłu piękną sztuką ! :)

Redakcja "Stacha w Podziemiach"







Zuzia Ślusarczyk