wtorek, 13 października 2015

Miesiąc Filmowy trwa!

REGULAMIN III MIĘDZYSZKOLNEGO KONKURSU NA PLAKAT FILMOWY

§ 1

Przedmiot Konkursu
•Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Połczynie-Zdroju, zwany dalej Organizatorem, ogłasza Konkurs na plakat filmowy.
•Celem Konkursu jest promowanie działalności artystycznej w dziedzinie projektowania plakatów filmowych.
§ 2

Warunki uczestnictwa w Konkursie
•Konkurs ma charakter otwarty i skierowany jest do uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych.
•W Konkursie mogą brać udział prace, które nie zostały zgłoszone do innych konkursów.
•Udział w Konkursie jest bezpłatny i dobrowolny.
•Do Konkursu każdy z uczestników może złożyć tylko jeden projekt.
•Do Konkursu mogą się zgłaszać uczestnicy indywidualni lub pary.
§ 3
Wymagania, jakie powinien spełniać projekt
•Tematyka plakatu musi dotyczyć jednego spośród wymienionych filmów:
1. „Offline”
reż. Jan Matuszyński
http://ninateka.pl/film/offline-jan-matuszynski
2. „Jezioro”
reż. Jacek Piotr Bławut
http://ninateka.pl/film/jezioro-jacek-piotr-blawut
3. „Zew morza”
reż. Henryk Szaro
http://ninateka.pl/film/zew-morza-henryk-szaro
4. „Miłość”
reż. Katarzyna Łyszkowska
http://ninateka.pl/…/sasiedzi-20-katarzyna-lyszkowska-milosc
5. „Dziewczyny do wzięcia”
reż. Andrzej Kondratiuk
https://www.youtube.com/watch?v=VHs8TdqWcJ0
6. „Exit”
reż. Grzegorz Koncewicz
(film dostępny w pakiecie Filmoteki Szkolnej)
7. „Głośniej od bomb”
reż. Przemysław Wojcieszek
(film dostępny w pakiecie Filmoteki Szkolnej)
8. „Pierwsza miłość”
reż. Krzysztof Kieślowski
(film dostępny w pakiecie Filmoteki Szkolnej)
•Praca może zostać wykonana dowolną techniką plastyczną, dopuszcza się również projekt opracowany za pomocą programu graficznego.
•Praca powinna mieć format minimum A3 (420mm x 297mm). Projekt opracowany w programie graficznym powinien zostać wydrukowany jako plakat w formacie A3 na dowolnym papierze.
•Koszt druku pokrywa autor projektu.
•Zgłoszenie uczestnictwa w Konkursie następuje poprzez przesłanie lub dostarczenie wydrukowanej pracy pod adres:
Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Połczynie-Zdroju
ulica Staszica 
78-320 Połczyn-Zdrój z dopiskiem MIĘDZYSZKOLNY KONKURS NA PLAKAT FILMOWY
•Otrzymanie przesyłki z pracą na Konkurs zostanie potwierdzone wiadomością elektroniczną.
•Na odwrocie zgłoszonej pracy powinna zostać umieszczona metryczka zawierająca dane autora: imię i nazwisko, adres pocztowy, adres e-mail i nr tel. kontaktowego oraz zgoda na przetwarzanie danych.
•Termin nadesłania prac – 19 października 2015 roku.
•Organizator Konkursu nie będzie w żaden sposób modyfikował zwycięskiego plakatu.

§ 4

Kryteria oceny
•Prace zostaną poddane ocenie przez Komisję Konkursową, w skład której wchodzi Dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Połczynie-Zdroju oraz Organizatorki Konkursu.
•Komisja Konkursowa dokona wyboru trzech najlepszych plakatów.
•Decyzja Komisji jest ostateczna i nie przysługuje od niej odwołanie.

§ 5

Warunki ogólne
•Osoby nadsyłające zgłoszenia w ramach Konkursu tym samym wyrażają zgodę na przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych wyłącznie na potrzeby Konkursu w zakresie koniecznym do prawidłowego przeprowadzenia Konkursu (ustawa o ochronie danych osobowych z dn. 29 sierpnia 1997 roku Dz.U. Nr 133, poz. 833 z późn. zm.).
•Zgłoszenie pracy do Konkursu jest jednoznaczne z przyjęciem warunków niniejszego regulaminu i oświadczeniem, że prace zgłoszone na Konkurs zostały wykonane osobiście.
•Przekazanie prac Konkursowych oznacza jednocześnie, że przekazujący oświadcza, iż nie naruszają one praw osób trzecich, w szczególności nie naruszają ich majątkowych i osobistych praw autorskich. W przypadku wystąpienia przez osobę trzecią z roszczeniami wynikającymi z tytułu naruszenia praw określonych powyżej osoba przekazująca zrekompensuje Organizatorowi, jako wyłącznie odpowiedzialna, koszty poniesione w związku ze skierowaniem przeciwko niemu roszczeń odszkodowawczych, zwalniając Organizatora od wszelkich zobowiązań, jakie powstaną z tego tytułu.

§ 6

Nagrody
•Organizator nagrodzi trzy najlepsze prace przyporządkowane do kategorii: I miejsce, II miejsce oraz III miejsce.
Laureaci otrzymają imienne zaproszenie na III Szkolną Noc Filmową w siedzibie Organizatora (Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Połczynie-Zdroju) oraz nagrody rzeczowe.
•Wszystkie prace zostaną zaprezentowane podczas zorganizowanej przez Organizatora wystawy.
•Ogłoszenie wyników Konkursu nastąpi 21 października 2015 roku, na stronie internetowej Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Połczynie-Zdroju.
•Wręczenie nagród nastąpi podczas uroczystego otwarcia wystawy (szczegóły pojawią się na stronie internetowej szkoły wraz z werdyktem).

§ 7

Prawo własności i prawo wykorzystania zwycięskiego plakatu.
•Zwycięski projekt nie staje się własnością Organizatora. Wszelkie prawa autorskie pozostają przy autorze pracy.

§ 8

Postanowienia końcowe
•Organizator zastrzega sobie prawo zmiany postanowień niniejszego regulaminu w każdym czasie bez podania przyczyny.
•We wszystkich sprawach spornych decyduje Komisja Konkursowa.
•Niniejszy regulamin podlega ogłoszeniu na stronie internetowej Organizatora – www.lopolczyn.prv.pl

•Dodatkowe informacje można uzyskać pod numerem telefonu Organizatora:
(0-94) 36 62 083 (osoby do kontaktu: Justyna Zalewska, Katarzyna Połońska, Kinga Dolatowska)

wtorek, 6 października 2015

Kici, kici…, czyli kotowanie!

Piątkowe południe było niezwykle emocjonujące dla klas pierwszych. 
2 października 2015 r., jak co roku, odbyła się w naszej szkole „obcinka” kotków, które we wrześniu przekroczyły po raz pierwszy próg naszej szkoły. Tematem tegorocznej imprezy była „Arena Staszic”!  


Organizacją zajęły się klasy drugie pod czujnym okiem opiekunów: Pani Katarzyny Połońskiej,  Pani Marty Szopniewskiej oraz Pana Zenona Darosza.  Wsparcia udzieliły Panie: Kinga Dolatowka i Joanna Tokarska. O akces do naszej szkolnej rodziny starały się klasy: Ia, Ib oraz I ZSZ. Kociaki poddały się kilku konkurencjom, które oceniało niezastąpione jury w składzie: Pani Aneta Frączyk, Pan Stefan Myca, Popek oraz sama Joanna Krupa!!!

Zadania pierwszaki dostały już tydzień przed tym ważnym dla nich wydarzeniem. Koty musiały przygotować teledyski do wylosowanych piosenek Disco Polo. Klasa Ia wylosowała piosenkę „Tylko ona jedyna” i muszę przyznać, że poradzili sobie z tym zadaniem rewelacyjnie! Ib nagrała wideoklip do piosenki „Szalona Ruda”, który powalił na kolana wszystkich. I ZSZ wcale nie poradziła sobie gorzej, cała klasa zaangażowała się w nakręcenie klipu do piosenki „Nie ma mocnych na Mariolę”, świetnie się przy tym bawiąc. Drugim zadaniem było przebranie w stylu „faszyn from raszyn”. Kociaki paradowały w „odstrzałowych” strojach i trudno było oderwać od nich wzrok. Jak przystało na prawdziwe bestie, pierwszaki wyposażyły się również kocie uszy i ogony.

W piątek pierwszoklasiści musieli wykazać się szybkością, kreatywnością, zwinnością oraz pięknym głosem! Wzięli udział w następujących konkurencjach:

1. Disco wybieg – modele i modelki z każdej klasy prezentowały swoje stroje. To był gorący wybieg!
2. Picie mleka – uczniowi pili jak prawdziwe kotki i nie pomagali sobie łapkami!
3. Śpiew – czteroosobowe grupy nadwyrężały swoje struny głosowe. Jak najgłośniej i najlepiej umiały, zaśpiewały wylosowane piosenki.
4. Reklama – z każdej klasy wybrano około pięciu osób, które musiały zareklamować wylosowany przez siebie produkt. Reklama była oceniana pod kątem kreatywności i poczucia humoru.
5. Arena Staszic – wzywa do tańca! – kolejną konkurencją był taniec. Wybrany kotek z klasy tańczył do piosenki, którą wybrał nasz DJ. Po minucie cała klasa włączyła się do zabawy!
6. Najlepiej przebrana klasa – klasy prezentowały się na wybiegu jak najlepiej potrafiły, a ich stroje zachwycały!

Ostatnim punktem imprezy było uroczyste obcięcie ogonów. Nasi zdolni i zapracowani rzeźnicy znaleźli czas, aby każdego kotka pozbawić ogonka. Uroczystość zakończyła się ogłoszeniem wyników przez Pana Dyrektora Bogusława Ogorzałka.


I miejsce wywalczyła klasa I a! Nagrodą był glejt na całodniowe wyjście oraz tort!

II miejsce – klasa I b! Nagrodą były słodkości w postaci batonów.

III miejsce – zdobyła klasa I ZSZ! Nagrodą pocieszenia były lizaki.


Nie taki diabeł straszny, jak go malują – mimo obaw i stresu wszystko się udało. Klasom pierwszym oraz wychowawcom serdecznie gratulujemy, dziękując za udział i wspólną zabawę.



  
PIERWSZAKI – WITAJCIE W SZKOLE !


Sandra Dalibor


Poniżej możecie podziwiać bohaterów tamtego dnia. Autorem zdjęć jest Wojtek Panas.













poniedziałek, 5 października 2015

MANIFEST

Miło nam poinformować, że laureatem Wakacyjnego Konkursu Literackiego został 


Natan Murlik




Gratulujemy oryginalnego pomysłu i nie możemy doczekać się teatralnej premiery!!!

Poruszona Redakcja





Manifest

Scena 1

Z tyłu sceny stoi ekran, na którym wyświetlony jest „licznik użytkowników serwisu internetowego Soulbook”. Licznik wskazuje liczbę trzech miliardów czterystu dziewięćdziesięciu dziewięciu milionów dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu tysięcy dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu użytkowników.  Przed ekranem ustawione są stoły i krzesła, przy każdym stole po trzy krzesła.
Przed spotkaniem funkcjonariusze BAN-u sprawdzają salę konferencyjną, a osoby sprzątające robią ostatnie porządki. Wśród sprzątających jest Matka, która czyści stoły. Po chwili podnosi telefon, który leżał na stole i odkrywa pod nim kartę kodów do sieci serwerów „Soulbooka”. Zaaferowana chowa kartę do kieszeni  i szybko opuszcza pomieszczenie.
W budynku korporacji „Soulbook” trwa sekretne spotkanie właściciela firmy, Markusa Schwarzenberga, z jego najbardziej zaufanymi doradcami i szefami działów do ściśle tajnych projektów. Doradcy siedzą za stołami, a Schwarzenberg stoi pomiędzy stołami. Wszyscy ubrani są w garnitury. Na początku sceny rozlega się muzyka „C21 FX- Ancient  Evil (Epic Intense Choir Drama)”, która cichnie, gdy Schwarzenberg zaczyna mówić. Podczas trwania tej sceny w tle rozbrzmiewa muzyka.

Markus Schwarzenberg
(Odwrócony tyłem, z uniesioną głową i spojrzeniem wlepionym w ekran z licznikiem.)

Panowie, oto zbliża się moment, na który tak długo czekaliśmy. Wystarczy, że jeszcze jedna osoba zarejestruje się na moim serwisie i dokładnie trzy i pół miliarda ludności stanie się członkami mojej internetowej społeczności.

Schwarzenberg powoli opuszcza głowę i odwraca się w kierunku publiczności.

Nadszedł czas, aby wprowadzić w życie drugi etap mojego projektu. Panowie, oto „ISoul”.

Mężczyzna wyciąga z kieszeni marynarki nowoczesny telefon i pokazuje go publiczności oraz członkom rady.

Idealnie zintegrowany z „Soulbookiem”, uniemożliwia instalację jakiejkolwiek innej aplikacji. „ISoul”, dzięki stale wysyłanym falom elektromagnetycznym i mierzeniu pulsu, pozwala swoim użytkownikom na przesyłanie przez sieć internetową swoich uczuć i emocji. A ponieważ płyta główna każdego „ISoul” jest połączona z moją siecią serwerów, a co za tym idzie, z moim panelem sterującym „Soul Control”, daje mi to możliwość na rejestrację oraz kontrolę stanu emocjonalnego każdego użytkownika tego systemu. Mogąc sterować psychiką wszystkich posiadaczy tego urządzenia, staję się najbardziej wpływową osobą na Ziemi.

Po chwili milczenia podaje telefon jednemu z radnych i znów zaczyna mówić.

Oczywiście, wy również będziecie mieli w tym swój udział, panowie. Jeżeli tylko okażecie się kompetentni. Liczę na was, panowie. Los „Soulbooka” jest w waszych rękach.

Radni mamroczą podziękowania i opuszczają salę, deklarując natychmiastowe rozpoczęcie prac nad drugim etapem. Jeden z nich zostaje.

Panie Tretcher, proszę jeszcze dziś rozpocząć przygotowania do masowej produkcji. Czas to pieniądz, a pieniądz to władza, władza to ja.

Tretcher
(Cicho, lękliwie, ze spuszczoną głową, lekko się jąkając.)

Oczywiście, panie Schwarzenberg, bezzwłocznie.

Tretcher szybko opuszcza scenę, a Schwarzenberg powoli odwraca się w kierunku licznika.
Na ekranie pojawia się liczba trzech i pół miliarda użytkowników. Schwarzenberg, śmiejąc się, schodzi ze sceny.

Ekran gaśnie.

Scena 2

Przy jednym ze stołów siada Ojciec i Córka. Ojciec nakrywa stół obrusem, a Córka układa na nim talerze i łyżki, a po chwili wchodzi Matka z garnkiem pełnym zupy. Matka zaczyna nalewać jedzenie do talerzy, gdy nagle coś uderza w drzwi do mieszkania. Za nimi słychać okrzyki. Matka lękliwie odstawia garnek i patrzy na Ojca, ten gestem ręki każe jej usiąść, samemu wstając od stołu. Po chwili szepce coś do Córki, a ta chowa się pod stołem, wcześniej nakrytym obrusem.

Ojciec
(szeptem do Matki)
Ty też się ukryj.

Matka
(Smutno się uśmiechając)
Ja się nie mam co bać, ja pracuję w Korporacji jako sprzątaczka.

Ojciec
(Ironicznie)
Właśnie, jako sprzątaczka…

Wtem do mieszkania wbiega trzech  funkcjonariuszy jednostki specjalnej BAN.



Funkcjonariusz #1
(krzyczy)

Nie ruszać się! Mamy nakaz  zbanowania użytkowniczki Agness Logic, z powodu złamania punktu szóstego Regulaminu korzystania z „Soulbooka”, podpunkt a):
„Użytkownikom zabrania się jakichkolwiek kontaktów z osobami niezarejestrowanymi, czyli tzw. Nieistniejącymi. Wyrok jest potwierdzony faktem, że małżonek pani Logic złamał jedną z Trzech Zasad: „Ten, kto nie ma Soulbooka, nie istnieje”. Zgodnie z tymi zasadami Regulaminu, wszyscy oskarżeni zostaną zbanowani. Natychmiast.

Funkcjonariusz #1  spogląda na swoich towarzyszy. Funkcjonariusz #2 i #3 obezwładniają i przeszukują Matkę i Ojca. U Matki Funkcjonariusz #2 znajduje telefon i podaje go Funkcjonariuszowi #1. Po chwili Funkcjonariusze #2 i #3 wyprowadzają Matkę i Ojca.
Za sceną słychać odgłosy przypominające iskrzenie i wyładowania elektryczne. Funkcjonariusz #1 przez chwilę klika coś na telefonie, po czym rzuca go na stół.

Funkcjonariusz #1
(Zimnym głosem, do siebie.)

Usunięci.

Funkcjonariusz #1  opuszcza scenę.
Córka powoli wychodzi spod stołu, zapłakana i roztrzęsiona. Podczas trwania całej tej tragicznej sytuacji, tłumiła krzyk i łzy.
Powoli i ostrożnie podchodzi do stołu i bierze do ręki telefon Matki. Po chwili wyczuwa, że pod pokrowcem jest schowana karta z kodem bezpieczeństwa, którą znalazła jej matka.
Przez chwilę obserwuje go beznamiętnym spojrzeniem, po czym, ściskając go w dłoni szybko opuszcza pokój.

Scena 3

Ulice większego miasta.
Na chodniku mnóstwo przechodni. Każdy z telefonem w dłoni i oczami wpatrzonymi w jego ekran. Przechodzą obok siebie powoli, ciągle wpatrując się w ekran swoich telefonów. Pomiędzy przechodniami krążą funkcjonariusze BAN-u, bacznie obserwujący każdego z nich.

Za przechodniami znowu sala posiedzeniowa korporacji „Soulbook”. Za stołami siedzą radni. Każdy z nich ma przed sobą laptop lub telefon. Są pogrążeni w pracy.
Pomiędzy stołami stoi Markus Schwarzenberg z uśmiechem spoglądający na wciąż rosnącą liczbę użytkowników swojego serwisu.

Pomiędzy przechodniami pojawia się Córka. Ona również trzyma w dłoni telefon i coś na nim pisze. Córka staje pośrodku tłumu, jednakże przechodnie nie zwracają na nią uwagi.
W tle rozlega się muzyka. („Sasori Theme Extended”)
Córka zaczyna mówić to, co pisze.

Córka
(cichym, bezuczuciowym głosem)

Nazywam się Samantha Logic. Mam szesnaście lat. Przez całe swoje dotychczasowe życie byłam szczęśliwa. Miałam dom, rodziców, przyjaciół. Zawsze miałam z kim porozmawiać, pożartować. Zawsze mogłam komuś się zwierzyć...

Chwila przerwy. Jeden przechodzień odrywa wzrok od telefonu i spogląda na Córkę. Dziewczyna kontynuuje po chwili, dalej tym samym, beznamiętnym głosem.

Wszystko zmieniło się rok temu, gdy pojawił się nowy „ISoul”. Początkowo myślałam, że to naprawdę fajny i użyteczny gadżet. Wszyscy moi znajomi go mieli, więc rodzice nie dali długo się prosić. Mogłam teraz bez przerwy utrzymywać kontakt ze wszystkimi moimi znajomymi i całą rodziną. Jednak parę miesięcy później wszystko zaczęło się zmieniać…

Znowu chwila przerwy. Kolejny przechodzień odrywa wzrok od urządzenia trzymanego w ręku i spogląda na dziewczynę.

Moi znajomi zaczęli się od siebie oddalać. Zamykali się w sobie, nie chcieli rozmawiać twarzą w twarz, utrzymywali ze mną kontakt tylko przez Soulbooka. Potem…
Ludzie zaczęli znikać. Wydawało mi się to dziwne, jednak miałam własne problemy…
Nie domyślałam się… Nie mogłam wiedzieć, czemu tak się dzieję…
Aż do dnia, gdy bezimienni funkcjonariusze stanęli u moich drzwi.
W ciągu paru minut zniszczyli całe moje życie. Zabili moich rodziców.

Kolejny przechodzień spogląda na dziewczynę. W tym momencie wszyscy przechodnie i dziewczyna nieruchomieją. Muzyka cichnie.

Jeden z radnych odrywa się od pracy i nerwowo wstaje.

Radny

P-panie Schwarzenberg… Chyba powinien pan to zobaczyć.

Schwarzenberg podchodzi do laptopa i spogląda w jego ekran. Na jego twarzy odmalowuje się zaskoczenie i przerażenie.

Schwarzenberg

Co do… „Zabili moich rodziców”… Ty idioto! Usuńcie to natychmiast! Wyślijcie funkcjonariuszy! Niech ją zbanują! Już! Teraz!

Radny lekko odsuwa się od Schwarzenberga, jakby ze strachem.

Radny

Nie możemy go usunąć. Post został opublikowany i zabezpieczony specjalnym kodem, a na dodatek ten status ma już parę setek polubień, a kilkadziesiąt osób udostępniło go na swoich profilach. Nie możemy potwierdzić tych oskarżeń. Oprócz tego... Ludzie zaczęli usuwać konta.

Schwarzenberg
(Z furią w oczach)

Co!? Niemożliwe! Zatrzymajcie to, natychmiast!

Radni i Schwarzeneberg nieruchomieją, a przechodnie i dziewczyna znowu zaczynają się poruszać. Liczba na liczniku zaczyna maleć, a  Córka kontynuuje swój manifest. Znowu rozlega się cicha muzyka.

Córka
(Trochę mocniejszym głosem)

„Soulbook” wszystkich nas zniewolił, uzależnił od siebie.
Wszyscy jesteśmy jego marionetkami, a wkrótce, jeżeli nie zaczniemy się buntować,
możemy stać się jego ofiarami. Każdy z was może skończyć jak… Jak moi rodzice.
Jednak wszyscy możemy temu przeciwdziałać.

Dziewczyna milknie. Coraz więcej osób się zatrzymuje, spoglądając na nią. Funkcjonariusze BAN-u starają się ich odpędzić, jednak po chwili sami zostają obezwładnieni. Liczba na liczniku stale maleje. Dziewczyna znowu zaczyna mówić, a jej głos jest już mocny i pewny.

Nie jest ważne, kto ilu ma znajomych. Nie można poznać kogoś przez Internet.
Piękno ludzkiego życia polega na obcowaniu z drugim człowiekiem w realnym świece.
Jednak „Soulbook” wykorzystał nasze wady, jakimi są lenistwo i pragnienie luksusu i uzależnił nas od siebie. Ale ja mówię dosyć!
Nie możemy dopuścić, aby naszym władcą był człowiek, który zabija dla zysku!
Który likwiduje bliskie nam osoby, tylko dlatego, że znajdują się poza jego kontrolą!
Na tym nie polega wolność!

Przechodnie zaczynają wtórować dziewczynie okrzykami, jednak po chwili nieruchomieją, a muzyka cichnie. Radni i Schwarzenberg zaczynają się poruszać. Schwarzenberg krąży pomiędzy stołami zdenerwowany.

Tretcher

Już ponad pół miliarda osób usunęło swoje konta. Post tej dziewczyny ma już parę setek tysięcy polubień, a ataków hakerskich na nasz serwis jest coraz więcej!

Liczba na liczniku wciąż maleje, a w tle słychać coraz głośniejszą muzykę. ( „I need a Hero”)
Przechodnie zaczynają się poruszać i podnoszą z podłogi tablice oraz banery, okrążając powoli radnych i Schwarzenberga.

Schwarzenberg

Zbanujcie ich wszystkich! Zróbcie z tym coś! Zróbcie!

Tłum
(skanduje)

Precz z „Soulbookiem”! Przecz z niewolą!

Schwarzenberg i radni stają na stołach, wciąż trzymając swoje telefony, jednak po chwili tłum ściąga ich na dół. Liczba na liczniku ciągle maleje.
Przed tłum wychodzi Córka.

Córka
(Krzyczy)
Zwracam się do was wszystkich!
Nie dajcie się zniewolić, ani temu serwisowi, ani żadnemu innemu!
Bo na internetowych relacjach nie stworzycie rodziny i  nie zdobędziecie szczęścia!
Żaden z was nie będzie miał namiastki tego, co miałam ja!

Tłum i Córka
WOLNOŚĆ!          

KONIEC

niedziela, 4 października 2015

MANIFEST

Niedziela... Mamy nadzieję, że między grzybobraniem a leniuchowaniem znajdziecie czas, by przeczytać pracę, która zdobyła II nagrodę w Wakacyjnym Konkursie Literackim...

Gratulacje dla Magdy Gronowskiej!



Manifest

              Ten manifest to mój bunt! Bunt kogoś, kto chce zmian! Czasami zastanawiam się, co by było, gdybyśmy my, pokolenie XXI wieku, zostali nagle wrzuceni w realia czasów komunistycznych. Przyzwyczajeni do tego, że wszystko mamy podłożone pod nos, w końcu po co się starać i pracować, skoro mama i tata zawsze pomogą. Nieudacznicy, którzy nie potrafią walczyć o swoje dobro, szczęście, marzenia. Jesteśmy pokoleniem, które nie ma w sobie ani trochę indywidualizmu. Większość z nas boi się wyrażać swoje poglądy, chowa w sobie swoje największe zalety, marzenia, pragnienia, by nie być wyśmiewanym przez rówieśników. Bo koniec końców lepiej być nijaką, bezkształtną masą, która wtopi się w tłum i zostanie zaakceptowana przez rówieśników, niż odludkiem, dziwolągiem, który zostanie sam, pogardzany i wyśmiewany przez kolegów, bo według nich jest „inny”. W ten właśnie sposób zabijamy w sobie wszystko, co w nas najlepsze, zatracamy siebie, swoją indywidualność.

            Telewizja i internet zabierają nam tak wiele cennego czasu, który moglibyśmy spędzić z rodziną. Wlepiając oczy w ekrany, nie zauważamy, jak szybko płynie czas, który moglibyśmy spędzać również z przyjaciółmi, jeżeli tylko mielibyśmy w sobie trochę samozaparcia, by powiedzieć dość i otworzyć się na ludzi i realny świat. Po co wychodzić na dwór, poznawać nowych ludzi, skoro współczesny świat oferuje nam przyjaźnie przez internet. Każdy z nas ma w sobie chęć pójść czasami na basen, do kina, teatru. Czy jednak mamy na to czas? Czy może jesteśmy tak leniwi, że już nic byśmy nie robili? Każdy z nas woli pogadać z kolegą przez internet czy zrobić zakupy w sklepie internetowym. Niedługo nie będziemy czuli potrzeby wyjścia z domu, bo świat wirtualny tak bardzo nami zawładnie. Jesteśmy pokoleniem, które ma 1000 pomysłów na minutę. Jednak tylko niewielkiej ilości udaje się je zrealizować, większość zniechęca się już po pierwszym niepowodzeniu. Nie potrafimy uparcie podążać do celu, załamujemy się szybko. Taką postawą i podejściem nie osiągniemy zbyt wiele.

            Mało osób w moim wieku stać na jakikolwiek przejaw odwagi. Udajemy odważnych i twardych, ale gdy przychodzi co do czego, chowamy się jak tchórze, nie potrafimy walczyć z problemami, jesteśmy słabi, łatwo nas zranić. Pozory odwagi to tylko maska, która wbrew pozorom jest krucha jak szkło. Jakiekolwiek poważniejsze wyzwanie czy obelga z czyjejś strony burzy ją. Jesteśmy pokoleniem słabym, strachliwym, nieczułym na problemy innych. Mimo największych starań nie potrafię wyobrazić sobie dzisiejszej młodzieży walczącej za ojczyznę, oddającej za nią życie, stojącej godzinami z pojedynczą karteczką po coś do jedzenia czy picia. Nie jesteśmy pokoleniem, które walczy w imię jakiejś idei, tak jak kiedyś nasi dziadkowie, pradziadkowie. Jesteśmy pokoleniem, które nie ma własnych idei. Brak w nas ideologii buntu. Nie jesteśmy pokoleniem, które burzy mury, jesteśmy pokoleniem, które je stawia. Teraz, w czasach, kiedy wszystko jest dozwolone, nie ma już wojen i prześladowań, już nie potrafimy walczyć, nie umiemy się jednoczyć. Może potrzebujemy mocnego kopa, by się obudzić? Gdy jest taka potrzeba potrafimy się jednoczyć, jednak gdy jej nie ma, człowiek człowiekowi staje się wilkiem.

            Czasami zastanawiam się, czy jest jeszcze co ratować z pokolenia, w którym pieniądze, łapówki, znajomości, markowe ciuchy i dobry samochód są na porządku dziennym. Czy jest już za późno? To miał być manifest mojego pokolenia. Żadnego manifestu jednak nie będzie. Pokolenie, które woli imprezować niż się uczyć, pokolenie, które boi się wyrazić własne zdanie, pokolenie, które ucieka przed problemami, pokolenie, które goni za większością, zatracając przy tym samych siebie, pokolenie, w którym bycie „innym” jest zbrodnią, pokolenie, które boi się pokazywać, jakie jest naprawdę, pokolenie, które boi się własnego cienia, pokolenie, dla którego płacz jest oznaką słabości, pokolenie, które nie potrafi okazywać szacunku innym ludziom, pokolenie, które ma wszystko, a nie potrafi tego docenić, tylko ciągle chce więcej, pokolenie, dla którego najważniejszy jest fajny ubiór i fryzura. Żadnego manifestu nie będzie, bo tak naprawdę nie ma już pokolenia. Nic nas nie łączy, a coraz więcej dzieli. Taka jest prawda, a prawdy z reguły są smutne. Może dlatego tak ciężko jest o nich mówić?

sobota, 3 października 2015

MANIFEST

I oto jesteśmy na podium.

Prezentujemy dziś wiersz autorstwa Agaty Siwki, która w Wakacyjnym Konkursie Literackim zdobyła III miejsce. 

Gratulujemy!

Redakcja






M A N I F E S T


JA tak                                                                                                                           wy, nie
JA młodość                                                                                                                 wy, dorosłość
JA piątek                                                                                                                     wy, poniedziałek
JA jednostka                                                                                                               wy, władza
JA pierś                                                                                                                        wy, cenzura
JA płomień                                                                                                                  wy, głazy
JA życie                                                                                                                       wy, śmierć

piątek, 2 października 2015

MANIFEST

Szanowni Czytelnicy!


Przed Wami kolejna wyróżniona praca - wiersz autorstwa Marcelego Matusiaka. 

Słowa uznania!!!




M A N I F E S T

Gdańsk, Warszawa, Poznań- stoją!
Manifest ciała nabiera.
Szczecin, Nowa Huta, Elbląg- stoją!
Ciało w milicyjne tarcze napiera.


Polska Ludowa w nocy tonie.
Biała siedemdziesiątka piątka bólem straszy.
Rzeczypospolita w sen zapada.
Prą pełne nadziei masy.


Za rogiem dusze z pierwszego piętra wywlekli.
Nysy warkot ucichł głośno.
Biała-czerwona targana pod butami.
Metalowy płomień ogrzać się daje - przyjdź wiosno!


Wszyscy równi, a przez władze inni.
Manifest w fakt się przemieni.
Gumowe kule i woda ucichną.
Ona czysta, stanie bez cieni.







czwartek, 1 października 2015

MANIFEST

W środę podczas apelu ogłoszone zostały wyniki Wakacyjnego Konkursu Literackiego. Obiecaliśmy, że opublikujemy każdą nagrodzoną pracę i z wielką przyjemnością słowa dotrzymujemy. 

Zaczynamy od wyróżnień. 

Przed wami opowiadanie Weroniki Dziwury. 

Gratulacje!!!

Redakcja





       Każda szkoła jako placówka zachęca swoich przyszłych uczniów sloganami typu: „dbamy o życzliwą i przyjazną atmosferę”. Jednak grono pedagogiczne w niektórych przypadkach nie może za wiele obiecywać, ponieważ to nie oni, a uczniowie w większym stopniu tworzą atmosferę w szkole. Wystarczy jedna „czarna owca”, by dobrowolną chęć nauki innych członków klasy zmienić w siedem godzin horroru, które muszą przetrwać – i tak pięć razy w tygodniu. Wyobraźcie sobie ulgę osoby, która po trzech latach znoszenia tego „codziennego koszmaru”, zafundowanego przez rówieśników, wreszcie skończyła gimnazjum. Jest to człowiek pełen nadziei, że ludzie w liceum, nie znając jego przeszłości, będą traktować jak równego sobie, nie będą wyśmiewać i dokuczać za to, że ta osoba po prostu istnieje. Jest pewien, że ma przed sobą nowe horyzonty, nowe szanse, by poznać ludzi nieograniczonych do patrzenia na świat stereotypowo, którzy będą dzielić jego pasje... I teraz wyobraźcie sobie, co czuje taka osoba, gdy rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Aby Wam to ułatwić, opowiem pewną historię. Historię Franka Majewskiego.
Franek był szykanowany przez całe trzy lata spędzone w gimnazjum. W sumie do końca nie wiadomo za co. Był zwykłym chłopcem, zadbanym, miał dobre oceny, umiał poprowadzić interesującą rozmowę. Jedyne, czego mu brakowało, to matki. Ale brak jednego z rodziców wcale nie był przyczyną docinek. Franek obwiniał się cały czas, że coś robi źle i dlatego rówieśnicy odpychają go od siebie, ale tak naprawdę wina nie leżała po jego stronie. Ot, po prostu młodzież jest złośliwa i potrzebuje ofiary, na której będzie mogła zaprezentować swoją wyższość. Na kogo padnie wybór – nigdy nie wiadomo. Najczęściej jest to kwestia losowa. Można więc powiedzieć, że Franek był „ofiarą losu”- w dosłownym tego sformułowania znaczeniu.
Był z siebie nadzwyczaj dumny, gdy pod koniec czerwca wracał do domu z świadectwem ukończenia gimnazjum, na którym widniał czerwony pasek. Następnie całe wakacje spędził na podwyższaniu samooceny oraz wmawianiu sobie, że zmieniając szkołę i otoczenie, zmieni też swoje podejście do innych, a liceum rozpocznie zupełnie inaczej niż gimnazjum, żeby nie zostać „ofiarą” już na starcie. Jak postanowił, tak też zrealizował.
Pierwszego września pewny siebie chłopak przeszedł przez próg nowej szkoły z myślami pełnymi wątpliwości. Po uroczystym apelu udał się do swojej klasy. Z zadziornym uśmieszkiem zajął miejsce w ostatniej ławce, czym już zyskał minimalny podziw u reszty uczniów.
- Siemka, jestem Patryk. Mogę się dosiąść? – zapytał jeden z chłopców, siadając obok Franka.
- Jasne! – nastolatek był wniebowzięty. Nie dość, że nikt mu nie dokucza, to jeszcze znalazła się osoba, która chce dzielić z nim ławkę. – Franek jestem – przedstawił się i podał nowemu koledze rękę.
Zdążyli porozmawiać jeszcze tylko przez chwilę. Przeszkodziła im wchodząca do klasy nauczycielka:
- Dzień dobry państwu. Nazywam się Joanna Kwiatkowska... – ale Franek wcale nie słuchał słów wychowawczyni. Cały czas myślał o tym, że w końcu ma kolegę, który nie skreślił go od razu, kolegę, który dał mu szansę, nawet go nie znając.
Pierwsza spotkanie zapoznawcze nowej klasy I C nie trwało zbyt długo. Pani Kwiatkowska  wypuściła młodzież od razu po omówieniu kilku spraw organizacyjnych.
- Franek, czekaj! – Patryk zaczepił kolegę po wyjściu z klasy – Mam dla ciebie propozycję. Będziemy razem w klasie przez najbliższe trzy lata. Nie uważasz, że fajnie by było trochę lepiej się poznać?
-  Co masz na myśli? – odparł zaskoczony Franek.
- Słuchaj chłopaku, urządzamy wieczorem z moimi znajomymi mały melanżyk. No i pomyślałem, że może wpadniesz. Wiesz, wydajesz się spoko, a spoko osoby powinny trzymać z innymi spoko osobami. Nie to co te sztywniaki i kujony. To jak? Idziesz?
- Jasne! – chłopak był przeszczęśliwy.
- Okej. Napiszę ci później na fejsie co, gdzie i jak. Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić. Do później, Franiu!
- No, trzymaj się! – Naprawdę, nie da się słowami opisać tego, co czuł w tamtym momencie. Jedno jest pewne – było to coś, czego nigdy wcześniej nie zaznał. Pierwszy raz w życiu czuł się akceptowany, a nawet lubiany przez rówieśników taki, jaki jest.  
    Oczywiście chłopak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że pod pojęciem „mały melanżyk” kryją się papierosy, alkohol, być może nawet narkotyki, ale tak ekscytowała go perspektywa posiadania życia towarzyskiego, że dla znajomych był gotów zrobić wiele. Ojciec Franka był policjantem. Kochał go nad życie i za wszelką cenę starał się wynagrodzić brak matki, dlatego, pomimo obaw, widząc radość syna, pozwolił mu na wieczorne wyjście.
O godzinie dwudziestej Franek, z uśmiechem od ucha do ucha, zapukał do drzwi jednego z domów w bogatej dzielnicy. Był to dom Patryka – jego nowego i jak do tej pory jedynego kolegi.
- O! Cześć, Franiu! – drzwi otworzył już lekko wstawiony gospodarz. Jego rodzice wyjechali w delegację, zostawiając dom pod opieką syna na tydzień – Właź do środka!
Było parę minut po dwudziestej, a impreza młodzieży rozkręciła się na dobre: muzyka grała dosyć głośno, umilając zabawę ponad dwudziestu osobom w różnych stanach trzeźwości.
- Nie będę ci nikogo przedstawiał, sam wszystkich poznasz. To są spoko ziomy, jak ty i ja. Dogadacie się – powiedział Patryk, oprowadzając Franka. Następnie nalał sobie i koledze drinka – Ja muszę spadać, bo sam widzisz, ilu mam gości, później pogadamy. Czuj się jak u siebie, Franiu!
Zadowolony, lecz nie do końca pewny siebie Franek usiadł ze szklanką w ręku przy kuchennym barze. Męczył się przez dobre dziesięć minut, zanim opróżnił jej zawartość. Nigdy nie przepadał za alkoholem. Nie musiał też specjalnie długo czekać, by wzbudzić zainteresowanie u płci przeciwnej, bo po chwili dosiadła się do niego sympatyczna, nieco pijana brunetka, o niebieskich oczach. Była to Olka, jego koleżanka z nowej klasy. Napełniła dwie szklanki wódką z sokiem pomarańczowym, następnie jedną z nich podsunęła chłopcu pod nos. Franek przez kolejną godzinę, zaczarowany uśmiechem dziewczyny, wypił z nią jeszcze kilka drinków, prowadząc przy tym najmilszą, jak później stwierdził, rozmowę w swoim życiu. Dogadywali się tak, jakby znali się od zawsze.
Dialog dwojga upojonych alkoholem młodych ludzi przerwał organizator imprezy:
- I jak tam, Franiu? Widzę, że poznałeś już naszą Olkę – śmiał się. – Co tak siedzicie przy wódzie? Może chcecie czegoś mocniejszego?
- Daj spokój, Patryk – warknęła dziewczyna – wiesz, że nie biorę.
- No, ty nie, ale może Franiu się skusi. Co ty na to, Franeczku?
- Eeee...no...w sumie, co mi tam! – wypity alkohol podziałał na Franka tak mocno, że dopiero stojąc w łazience z woreczkiem strunowym, który dał mu kolega, w ręku, uświadomił sobie, co robi. Wpatrywał się dłuższą chwilę w jego zawartość, po czym schował torebkę do kieszeni, mówiąc do siebie: „O nie, nie, nie! Amfetamina to już za wiele!”. Po wyjściu z łazienki od razu natknął się na Patryka.
- Co jest, Franek? Jak wrażenia po kresce? Jak się czujesz?
- Eee.. no jak.. Normalnie, a jak mam się czuć? – odparł zdezorientowany chłopak
- Haha! Ja wiedziałem, że ty obcykany w te klocki jesteś – zaśmiał się Patryk. – No, idź już do swojej laseczki, czeka na ciebie przy barze.
Od Olki dzieliło go zaledwie kilka kroków, gdy nagle usłyszał za sobą znajomy głos:
- Franek? Franek-bałwanek? Majewski! To ty? – był to głos Janka Adamczyka, chłopaka, który najbardziej dokuczał Frankowi w gimnazjum. Nastolatek czuł, że to już koniec, że jego najgorszy koszmar, z którego próbował się uwolnić, powrócił w ułamku jednej sekundy. Nogi miał jak z waty, ręce zaczęły mu się trząść, a w głowie poczuł taki natłok myśli, że aż zrobiło mu się słabo. Usiadł na kanapie i wpatrywał się prosto w oczy swojego oprawcy.
- A co ty, znasz typka? – spytał ktoś z tłumu.
- No, ja bym nie znał? – odpowiedział Janek. – Majewski to najgorsza szuja, jaką znam! Syn policjanta, konfident jakich mało! Całe gimnazjum z nim przechodziłem, wiem jak bardzo potrafi być fałszywy. I w dodatku pedał! Nie widzicie jak się trzęsie? Hahaha!
Oczywiście, żadna z obelg rzucanych przez Janka nie była prawdą, ale Franek nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku, aby temu zaprzeczyć. Słowa grzęzły mu w krtani, czuł, że łzy napływają do oczu.
- Haha! I jeszcze płacze. Idź stąd bałwanie, nie chcemy tutaj takich jak ty! – Janek bezlitośnie dobił „leżącego”.
Wszyscy wybuchnęli szyderczym śmiechem, tylko Patryk i Olka stali jak wryci, wpatrując się z niedowierzaniem w całą sytuację. Franek bez słowa wybiegł na zewnątrz. Zimne powietrze i padający deszcz ostudziły nieco jego emocje. Tutaj czuł się dobrze – sam na sam ze swoimi myślami, bez osób trzecich.
Było parę minut po północy, gdy przemoknięty chłopak wrócił do domu. Ojciec był w pracy, więc Franek od razu zamknął się w swoim pokoju. Strasznie kręciło mu się w głowie, a jedyne, o czym teraz marzył, to zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Gdy ściągał spodnie, z kieszeni wypadł mu woreczek strunowy – gdyby nie to, zupełnie zapomniałby o narkotyku, który dał mu Patryk. Zdesperowany nastolatek podniósł torebeczkę, wysypał połowę jej zawartości na biurko, a następnie wciągnął wszystko do nosa. Nawet nie zastanawiał się, co robi, było dla niego obojętne, czy umrze, czy będzie żył, czy będzie mu lepiej, czy gorzej.
Rzeczywiście, zrobiło mu się w pewnym sensie lepiej, pewniej. Niestety, środek odurzający, wbrew oczekiwaniom Franka, nie zabrał bólu wywołanego przez niedawne zdarzenie, za to chłopiec zaczął intensywniej dostrzegać inne uczucie. Tym uczuciem była złość, złość, która zbierała się w nim przez te wszystkie lata, a teraz wróciła z dużo większą siłą. Wyszedł z pokoju, ponieważ nie mógł usiedzieć w miejscu i zaczął przechadzać się po całym mieszkaniu, aż wreszcie otworzył drzwi do pokoju ojca. Doskonale wiedział, po co tu przyszedł. Znał miejsce, w którym jego ojciec trzyma pistolet, więc bez wahania wsunął rękę pod łóżko i wyciągnął małą walizeczkę, a następnie wrócił z nią do pokoju. Po drodze zabrał jeszcze paczkę papierosów z szafki w korytarzyku.
Nie było szans, żeby zasnął tej nocy. Do samego rana siedział na parapecie, paląc jednego papierosa za drugim, bawiąc się pistoletem i wpatrując w puste ulice miasta. Po siódmej wziął jednak plecak i wyszedł do szkoły. Miał jeszcze nadzieję, że może Janka wcale nie było na imprezie, że to był tylko zły sen, spowodowany zbyt dużą ilością wypitego alkoholu.
         Kilka minut przed dzwonkiem na lekcję wszedł do szatni, w której znajdowała się ponad połowa osób z jego nowej klasy. Już od pierwszych chwil czuł na sobie pogardliwe spojrzenia innych. Przeszedł koło grupki dziewcząt, między którymi stała też Olka, ale nie miał odwagi nawet spojrzeć jej w oczy. Nagle jedna z jej koleżanek krzyknęła:
- Fuu! Franek śmierdzisz petami! Umyłbyś się czasem!
- Co? Mama nie nauczyła? – szybko załapał temat jeden z chłopców stojących kilka kroków dalej. – A sorry, zapomniałem. Nie zdążyła! Haha!
      Franek szybko wybiegł z szatni prosto do szkolnej łazienki, złapał za klamkę pierwszej lepszej kabiny i zamknął się w niej, jakby chciał schronić się przed goniącym go złem całego świata. Nie miał siły płakać, wiedział już, czego mu w tym momencie najbardziej potrzeba. Wyjął z kieszeni torebkę z białym proszkiem i zrobił to samo, co parę godzin wcześniej uczynił z drugą połową. Siedział w kabinie jeszcze przez kilkanaście minut, gdy nagle, pod wpływem nieznanego impulsu, wyszedł z łazienki. Szybko odnalazł salę, gdzie I C odbywała godzinę wychowawczą. Był odurzony amfetaminą, nie zastanawiał się nad działaniami, które wykonuje, po prostu robił to, co mu przychodziło do głowy. Otworzył gwałtownie drzwi od pracowni fizycznej i wykrzyczał na cały głos kilka zdań, które wywróciły do góry nogami życie osób słyszących je na żywo:
       „Wy jesteście naprawdę chorzy! Serca macie chore! Każdy tu obecny, bez wyjątku, jakby dotknęła was jakaś zaraza! Ale żaden kardiolog wam nie pomoże, nic wam nie pomoże! Potraficie tylko chlać i ćpać, a to znieczuliło was już tak bardzo, że niszcząc drugiej osobie życie, nawet nie macie wyrzutów sumienia! Nie liczycie się z dobrem innych, a to powinno być dla was priorytetem. Niestety, osoby obdarzone wrażliwością na krzywdę ludzką są wymierającym gatunkiem w tych czasach. I przykro mi bardzo, ale dziś zginie jeden z ostatnich przedstawicieli tego gatunku. Trzymajcie się i zastanówcie się nad sobą, bo świat nie zmierza w dobrym kierunku. Pozdrawiam was, idioci!”. Gdy skończył mówić, wyciągnął z plecaka pistolet ojca, przyłożył lufę do skroni i nacisnął spust.

       Tym właśnie krótkim, dramatycznym manifestem zakończył swoje życie Franek Majewski – szesnastoletni chłopak, którego problemem była nie nauka, a uczniowie...


poniedziałek, 28 września 2015

Rusza Szkolny Miesiąc Filmowy!

Przed Wami dużo dobrego i będziemy Wam te przyjemności dozować, a tymczasem...


REGULAMIN III SZKOLNEGO TURNIEJU WIEDZY O FILMIE
I. ADRESACI TURNIEJU:
Szkolny Turniej Wiedzy o Filmie przeznaczony jest dla uczniów Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Stanisława Staszica w Połczynie-Zdroju. Uczniowie mogą startować indywidualnie lub w dwuosobowych zespołach.
II. CELE TURNIEJU:
•upowszechnianie kultury filmowej,
•kształtowanie zainteresowania filmem oraz zwrócenie uwagi na jego rolę w sztuce oraz procesie komunikacji,
•aktywizowanie młodzieży w zakresie podejmowania prób analitycznego i krytycznego podejścia do materii filmowej,
•poszerzanie wiedzy o kinie polskim,
•stworzenie okazji do wypowiadania się, dyskusji o wartościach poznawczych, światopoglądowych i artystycznych dzieła filmowego.
III. ZAKRES TEMATYCZNY TURNIEJU:
Wybrane dzieła współczesnego kina polskiego
*film fabularny:
„Dziewczyny do wzięcia” reż. Andrzej Kondratiuk
https://www.youtube.com/watch?v=VHs8TdqWcJ0
„Zew morza” reż. Henryk Szaro
http://ninateka.pl/film/zew-morza-henryk-szaro
„Offline” reż. Jan Matuszyński
http://ninateka.pl/film/offline-jan-matuszynski
„Jezioro” reż. Jacek Piotr Bławut
http://ninateka.pl/film/jezioro-jacek-piotr-blawut
„Głośniej od bomb” reż. Przemysław Wojcieszek
(film dostępny w pakiecie Filmoteki Szkolnej)
*film dokumentalny:
„Pierwsza miłość” reż. Krzysztof Kieślowski
(film dostępny w pakiecie Filmoteki Szkolnej)
*film animowany:
„Exit” reż. Grzegorz Koncewicz
(film dostępny w pakiecie Filmoteki Szkolnej)
*film eksperymentalny:
„Miłość” reż. Katarzyna Łyszkowska
http://ninateka.pl/…/sasiedzi-20-katarzyna-lyszkowska-milosc
1.Ponadto zagadnienia związane z językiem i formą dzieła filmowego:
•rodzaje, gatunki i konwencje filmowe,
•podstawowe pojęcia i terminy związane z językiem filmu: klatka, kadr, ujęcie, scena, sekwencja, plany filmowe, montaż i in.,
•ekipa filmowa (za co odpowiadają: producent, reżyser, scenarzysta, montażysta, operator, scenograf, charakteryzator itp.),
•metafora, symbol w filmie.
IV. FORMY ZADAŃ:
•test wiadomości (zadania zamknięte i otwarte) dotyczący wskazanego materiału,
•rozpoznawanie aktorów i reżyserów, fragmentów filmów, cytatów,
•analiza fragmentu filmu – interpretacja wybranych scen.
V. PRZEBIEG TURNIEJU:
Turniej odbędzie się 20 października 2015 w Centrum Kultury w Połczynie-Zdroju. Uczestnicy otrzymają test złożony z pytań sprawdzających wiedzę na temat filmu z zakresu podanego powyżej.
Chęć udziału w turnieju należy zgłosić poprzez wpisanie się na listę w bibliotece szkolnej do 9 października 2015.
VI. WYŁONIENIE ZWYCIĘZCÓW I NAGRODY:
Testy zostaną poddane ocenie przez Jury, w skład którego wchodzi Dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Połczynie-Zdroju oraz Organizatorki. Jury na podstawie uzyskanych przez uczestników punktów przyznaje miejsca: I, II, III. W przypadku uzyskania równej ilości punktów przez kilku uczestników Jury zarządza dogrywkę.
Zwycięzcy otrzymają nagrody rzeczowe (pakiety filmowe, książki o tematyce filmowej) oraz zaproszenie do wzięcia udziału w szkolnej nocy filmowej, pozostali uczestnicy – pamiątkowe dyplomy.
Organizatorki:
Kinga Dolatowska
Katarzyna Połońska
Justyna Zalewska

Osoby uczestniczące w Szkolnym Turnieju Wiedzy o Filmie wyrażają zgodę na przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych wyłącznie na potrzeby konkursu w zakresie koniecznym do prawidłowego jego przeprowadzenia (ustawa o ochronie danych osobowych z dn. 29 sierpnia 1997 roku Dz.U. Nr 133, poz. 833 z późn. zm.).



ZAPRASZAMY DO UDZIAŁU W FILMOWEJ UCZCIE!

sobota, 26 września 2015

Karbala

,,Karbala’’ w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza to produkcja, o której w ostatnich dniach mówi się głośno. To pierwsza tak promowana historia po ,,Linczu’’ i dowód na to, że Polska potrafi zrobić nawet dobry film wojenny. Dzieła Łukaszewicza nie można porównywać z ,,Kamieniami na szaniec’’ czy ,,Miastem 44’’- ten obraz jest prawdziwy, oddaje realne emocje, wzrusza i zostaje w pamięci.
Film opowiada o walkach na Bliskim Wschodzie i odbijaniu City Hall przez Polaków i Bułgarów z rąk irackich rebeliantów. Mówi o istotnym przemilczeniu sprawy, niedocenieniu, które towarzyszy Polsce w historii od zawsze. Za wątkiem przewodnim kryją się jednak dosyć oklepane tematy jak honor ponad wszystko czy proces przemieniania się w prawdziwego mężczyznę wskutek trudnych wydarzeń. Należy jednak przyznać Łukaszewiczowi, że zerwał z typowym modelem polskiego żołnierza - idealnego patrioty, dla którego najważniejsze wartości to Bóg, honor i ojczyzna, nieskazitelnego i godnego naśladowania. Reżyser pokazuje polskiego żołnierza jako człowieka, który ma również wady - handluje wódką, opowiada sprośne żarty i potrafi się bawić. Widzimy ludzkie słabości, m.in. w scenie darcia flagi oraz ucieczki sanitariusza Kamila Grada (Antoni Królikowski) z akcji ratowniczej. Warta uwagi jest świetna gra aktorska Bartłomieja Topy (Kapitan Kalicki) i Atheera Adela (Farid). Reżyser Łukaszewicz sam miał wpływ na obsadę. Otóż w ,,Karbali’’ widzimy większość aktorów z ,,Linczu’’. Za to znakomite odgrywanie ról żołnierzy jest w dużej mierze zasługą weteranów, którzy pomagali w realizacji produkcji poprzez przeprowadzanie szkoleń dla aktorów i obecność na planie. Ciekawe jest zmienianie języka z angielskiego na rosyjski podczas rozmowy Bułgara Getowa  z polskim kapitanem. Wielkim plusem jest tu również nie wprowadzenie wątku miłosnego, który większość reżyserów stara się na siłę wcisnąć w fabułę.

Zmęczyło mnie jednak oglądanie ciągłej walki i wybuchów. Czułam się jakbym oglądała grę komputerową. Sytuacje były przewidywalne. Nie mogę jednak nie docenić pracy reżysera, który oddaje hołd tym, którzy naprawdę walczyli na froncie. Łukaszewicz przedstawia polskie kino wojenne w nowym, lepszym świetle.
W poniedziałek reżyser przyjechał do Połczyna, by spotkać się z widzami po seansie w Kinie Goplana. Odpowiadał barwnie i wyczerpująco na pytania widzów. Jak sam mówił o swoim filmie - jest on porównywany do znanego wszystkim ,,Helikoptera w ogniu’’. Inspirację do napisania scenariusza zaś zaczerpnął z książki z reportażami ,,Psy z Karbali’’. Niektóre z nich, jak historia oskarżonego sanitariusza czy oblężenie miasta, zapadły mu w pamięć i na ich podstawie postanowił stworzyć nową historię. Przeniesienie jej na ekran trwało kilka lat.
Film tworzony był z wielkim ryzykiem i po wariacku, gdyż brakowało wsparcia finansowego. Zdarzało się również, że aktorzy rezygnowali, brakowało rekwizytów. Ciężko było znaleźć sponsora, który podjąłby się opłacenia tego przedsięwzięcia. Niedogodności spotkały też ekipę na Bliskim Wschodzie w Jordanii, gdzie kręcono część zdjęć. Miejscowa ludność nie była zachwycona zaistniałą sytuacją. Zwyciężyła determinacja, by nagrać choć część zdjęć pomimo niesprzyjających warunków. Reżyser zdradził, jak wiele scen było oszukiwanych – sam wskazał nam nagłe zmiany fryzur aktorów czy używanie broni, które nie wchodzą w wyposażenie wojska. Szczególnie w pamięć zapadła mi opowieść Łukaszewicza o tym, jak szukali aktorów do roli rebeliantów w scenach kręconych w Polsce. Otóż odwiedził on większość lokali z kebabami w Warszawie i pytał osoby wschodniego pochodzenia, czy chcą zagrać w filmie.

Pomimo trudności ze spięciem budżetu i obaw, że film będzie kolejną bezwartościową strzelanką, reżyser dopiął swego i zrealizował pomysł z 2010 roku. Chciał pokazać zwycięstwo w obronie City Hall, które przez długi czas objęte było tajemnicą. Zrobił to dobrze, o czym świadczy spotkało pozytywny odbiór publiczności. 

Jest to z każdej strony solidna realizacja. Krzysztof Łukaszewicz udowodnił, że przy odrobinie chęci i talentu można zrealizować dobry film na miarę Hollywood, nawet z ograniczonym budżetem i w Polsce.  

Paulina Wiater