piątek, 4 listopada 2011

Jesteśmy Anonymous. Jesteśmy Legionem. Nie przebaczamy. Nie zapominamy. Oczekujcie nas. Czyli... już więcej nie powiemy „LUBIĘ TO” (?!)

Kwiecień tego roku. Konsolowcom ten miesiąc kojarzy się z jednym: Sony wyłączyło serwisy PlayStation Network oraz Qriocity. 

Stało się tak z powodu ataków hakerskich, których skutkiem był kolosalny wyciek danych osobowych – w tym numerów kart kredytowych przypisanych do części z 77 milionów kont. Za winnych uznano ludzi w maskach „uśmiechniętego wąsacza”. Kto choć trochę wtajemniczonym jest w świat informatyki wie, o kim mowa. Mianowicie o największej i najbardziej niebezpiecznej grupie cyberaktywistów – Anonymus. 
            Jak wynika z pewnych przesłanek, jeszcze jeden miesiąc bieżącego roku może stać się kamieniem milowym w świecie informatyki. Mało tego. Może przejść do historii jako najczarniejszy dla 500 milionów (czyli co 13 mieszkańca ziemi) użytkowników  najpopularniejszego portalu społecznościowego – Facebooka.
            Dniem egzekucji ma być 5 listopada. W  sobotę, jak zapowiadają Anonimowi portal przestanie istnieć: Twoje medium komunikacji, tak bardzo przez was wszystkich uwielbiane, zostanie zniszczone – mówi gość w białej masce w wideo będącym ostrzeżeniem przed „zagładą” (film pod linkiem: http://www.youtube.com/watch?v=6aqm2EntDp0 ).
Dlaczego właśnie 5 listopada? W tym dniu w roku 1605 poniósł klęskę atak zorganizowany przez Roberta Catesby i Guya Fawkesa przeciwko brytyjskiej monarchii, wydarzenie znane jako Gunpowder Plot. Zostało ono wykorzystane przez Alana Moore’a, w komiksie „V jak Vendetta”, gdzie Guy Fawkes użyczył charakteru głównemu bohaterowi, który doprowadza do ataku na brytyjski parlament również właśnie 5 listopada. Postać Vendetty została zaadaptowana jako jeden z głównych symboli grupy Anonymous.
            Jeśli jesteś hakiwistą lub po prostu facetem, który chce bronić wolności informacji, przyłącz się do zabicia Facebooka w imię waszej własnej prywatności. Właśnie ochrona prywatności jest motywem działań na rzecz klęski fejsa. Dalsze uzasadnienie brzmi: Facebook prowadzi sprzedaż informacji agencjom rządowym i udziela dostępu do zabezpieczonych danych, tak, aby można było szpiegować ludzi z całego świata. Wszystko, co robisz na Facebooku, pozostaje w Facebooku, niezależnie od ustawień „prywatności” (…) nawet jeśli „usuniesz” konto, wszystkie twoje dane osobowe i informacje na twój temat pozostają w Facebooku i mogą być odzyskane w dowolnym czasie. Nie jesteś bezpieczny, ani przed nimi, ani przed żadnym rządem. Zatem wnioskujemy, że atak stanowi odpowiedź na zarabianie pieniędzy przez administrację Facebooka dzięki handlowi danymi użytkowników. Można przypuszczać, że to oskarżenie jest uzasadnione, bo przecież zakładając konto, trzeba zaakceptować regulamin, w którym wyrażamy zgodę na przetwarzanie naszych danych i wizerunku. 
Główną przyczyną ataku ma być sprzedaż informacji agencjom rządowym oraz zapewnianie dostępu do tajnych danych użytkowników, umożliwiając szpiegowanie ludzi na całym świecie. Swoją drogą ten portal rzeczywiście stanowiłby doskonałe narzędzie dla kogoś, kto chce cię szpiegować. To przecież setki milionów kont zawierających zarówno podstawowe dane, jak i wiadomości z informacjami, których nie przekazalibyśmy komuś bezpośrednio. Słyszałem nawet teorię, że działanie portalu zainicjowało CIA. Jednak to kolejna teoria spiskowa, której zbadanie, jeśli nie zajęłoby wieków, to pewnie byłoby niemożliwe. 
            Jednak zgodnie z najświeższymi informacjami w Anonymusie nastąpił rozłam: w najważniejszej sieci społecznej wykorzystywanej do przekazywania informacji, Twitterze, na koncie Anonymous, które posiada wszelkie oznaki wiarygodności, umieszczono kilka tweetów, które stanowczo zaprzeczają, jakoby za planem ataku stał Anonymous, „Do prasy: media całego świata… Przestańcie kłamać! #OpFacebook jest po prostu kolejnym oszustwem! Nie zabijamy posłańców! To nie w naszym stylu.” Inny wpis apeluje: „Nie bądźcie głupi. Ważniejsze rzeczy dzieją się na świecie, którym należy stawić czoła, niż bawić się w głupoty w stylu # OpFacebook”.
            Ale administracja wzięła groźbę Anonimowych całkiem na serio i zgodziła się wypłacać po 200 dolarów każdemu, kto znajdzie lukę w serwisie.
            Cóż, jutro przekonamy się sami. A mi to i tak obojętne, bo nie mam konta (tak, wiem, powinienem zacząć próbować przechodzić przez ściany), ale z całym szacunkiem dla tych ponad 500 mln użytkowników, według mnie to strata czasu. Dlaczego? Ok, ok, wiem, to może być pomocne w nawiązywaniu kontaktu z innymi, ale przecież sam pamiętam o znajomych, mam ich numery telefonów, w razie potrzeby mogę się z nimi skontaktować, a nie jest dla mnie nigdy priorytetem wiedzieć, co robią w danej chwili, gdzie wyjeżdżają itp. Jeśli to jest ważne, to sami mi o tym powiedzą. Dlaczego zatem tylu ludzi myśli inaczej? Nad tym i innymi (psychologicznymi) aspektami potęgi najważniejszego medium naszych czasów oraz nad jego wpływem na świat będę dociekać w kolejnym artykule z rozpoczętej właśnie serii tekstów o World Wide Web, znanym powszechnie jako Internet.
I na koniec poćwiczymy language angielski ; ) Poniżej prywatna rozmowa Marka Zuckerberga (twórcy FB) po tym, jak uruchomił serwis społecznościowy dla studentów Harvardu.
Mark: I have over 4000 emails, pictures, addresses
Znajomy: What!? How’d you manage that one?
Mark: people just submitted it
Mark: I don’t know why
Mark: they “trust me”
Mark: dumb fucks…
Ciekawa puenta…


Radosław Iwanek

O świecie

Gdyby tak świat

Chociaż raz zamknął oczy,

Pamięć raz stracił

I tylko sercem patrzył.

Zmieniłby się tak

Jak kiedyś wyglądał.

Bez ludzi.

Nie umarłby.

Byłaby nadzieja.

A tak oczy wydrapane

Od krwi czerwone

Ogromne, przeprażone

Patrzą w morze

Szukając ukojenia.


Natalia Konopacka

środa, 2 listopada 2011

Dziś chcemy Wam zaprezentować prace jednego z naszych szkolnych talentów. Tę biżuterię, elfy, świeczniki i witraże wykonała Zuzia Ślusarczyk z II klasy Technikum Architektury Krajobrazu.
Witraże zostały wykonane techniką Tiffany'ego, która polega na łączeniu kawałków szkła przy pomocy folii miedzianej zalewanej cyną. Natomiast biżuterię Zuzia utworzyła ze szklanych kamyków-kaboszonów i kolorowego szkła. Zapraszamy do kojenia oczu i umysłu piękną sztuką ! :)

Redakcja "Stacha w Podziemiach"







Zuzia Ślusarczyk 

poniedziałek, 31 października 2011

Wspaniałe święto

Pierwszy listopada:
Cmentarz. Takie miejsce, gdzie są groby. Ono istnieje. Chodzę tam co roku zapalić znicze. Teraz też pójdę.



Krok pierwszy- zakupy
 Jakie kwiaty, żywe czy sztuczne? Zdecydowanie żywe. Białe czy żółte, a może fioletowe? Wezmę chyba białe, ale te duże czy drobne? Jaka cena? Duże po 25 zł. Potwornie drogie, niech będą duże Ciotce P. oko zbieleje, jak zobaczy. Duże białe, za 25 zł. Ta doniczka czy tamta? Tu cztery kwiaty, a tutaj tylko trzy. Co za oszustwo! Kupuję te. Jednak nie, poproszę te obok. Do tego jeszcze wiązankę sztucznych. A co! O dużo ozdób, cena 30 zł. Ciotka P. chyba pęknie. Teraz znicze. Blaszana czy plastikowa pokrywka? Plastikowa. A może nie? Niech będzie blaszana. Pali się 48 godzin. Tak mało? To skandal! Tamten 4 dni. O 5 dni! Koniecznie. Ten w kształcie serca. Za mały. Za tani. Wolę tamten z aniołem: 20 zł., 60 cm wysokości, a może za mały? Nie, Ciotka P. na pewno mnie nie prześcignie. Wezmę trzy albo cztery. To wszystko. 135 zł.     



Krok drugi - msza
Część absolutnie nieobowiązkowa, nie chce mi się, chyba sobie odpuszczę.



Krok trzeci - wizyta na cmentarzu
Nowy płaszcz, buty, szalik i rękawiczki. Obowiązkowo. Wciągnij brzuch, pierś do przodu i uśmiech. Tak, uśmiechaj się szeroko, pokaż zęby. Nigdy nie wiesz, kiedy spotkasz kogoś znajomego. Gdzie był ten grób? O jest! Zapalaj. Postaw tu. Krzywo. Przesuń tutaj. Ciekawe, kto kupił taki mały znicz? Niechby się wstydził! Sknera! Nawet teraz dziadkowi żałuje. O nie, ten jest większy od mojego! Co teraz? Chyba zapadnę się pod ziemię. Cicho! Idzie Ciotka P. i Wujek K. Patrz jak się roztyła! Zawsze była przy kości,  teraz pewnie nie mieści się w drzwiach! Strasznie się zapuściła! Ale się postarzał, cała głowa siwa! Garbi się tak, że zaraz dotknie nosem ziemi!

-Witajcie kochani!
-Kopę lat! Wyglądacie świetnie!

-Wy również, nic się nie zmieniliście. Co tam u was?
-Wszystko dobrze. Dość o nas, powiedzcie lepiej, co u was słychać?

-Wszystko po staremu.


Było miło. Dobrze, że spotykam ich tylko raz w roku. Widziałeś, jakie kupili kwiaty? Te za 18 zł. Kpina. O patrz, nasi sąsiedzi. Uśmiechaj się! Szeroko! Znowu kupiła sobie nową torebkę! Lepiej zrobiłaby coś z włosami!


-Mamo kiedy pójdziemy do domu?
-Nie rób wstydu! Wszyscy patrzą!

-Zimno mi.
-Nie przesadzaj!

Zapalam znicz przy krzyżu. Tak dla przykładu. Synku, zmów paciorek.
-Mamo, chcę iść do domu!

-Jesteś niegrzecznym chłopcem.


Wychodzimy. Po drodze spotykam koleżanki z pracy. Rozmawiam o pogodzie. Wsiadam do samochodu. Droga do domu straszliwie długa. Stoję w korkach. Za rok kupię jeszcze większy znicz.


Drugi listopada:
Co to jest cmentarz? Nic ważnego. 



Pisząc ten tekst, nie chciałam urazić niczyich uczuć religijnych. Jeżeli tak się stało, bardzo przepraszam. 


Marta Michalska

niedziela, 30 października 2011

New Beginning... new life... :„Look out darling…”

Rozdział VI

Minęły już 3 tygodnie, od kiedy miejsce miała owa feralna impreza, gdzie wszystko się posypało. Millah starała się żyć własnym życiem najbardziej, jak tylko potrafiła. Jednak widząc wzrok Caleba, którego czasem złapała na spoglądaniu w jej kierunku, niczego nie ułatwiał. Przez reputację nikt postronny wolał do niej nie podchodzić. Wiedzieli, co oznacza przynależność do paczki Mai. Niektórzy aż za dobrze.
- Millah! Wiem, że chodzisz jak struta od ponad dwóch tygodni, więc powiedz mi, o co chodzi dobrowolnie, wiesz, że i tak się dowiem. – zaskoczenie, jakie wymalowało się na jej twarzy było szczere. Nie spodziewała się zobaczyć za swoimi plecami Mai, która miała być na Florydzie przez jeszcze 2 dni.
- Wydaje ci się, Maya. Wszystko w najlepszym porządku... no może poza Crystal. – odpowiedziała przyjaciółce, zerkając poza nią w przeciwnym kierunku. Maya odwróciła się na chwilę, by machnąć ręką na wygląd jak i zachowanie rudowłosej. Nigdy wcześniej tego nie zrobiła, co było wyczynem. Czyżby Maya się zmieniała? Na lepsze?
- Nie, nie, nie, nieee… nie ma tak łatwo! Może nie znamy się wiele lat, jednak na tyle długo, by mogła cię przejrzeć. Chodzi o Caleba? – wypowiedź Mai prosto z mostu spowodowała, że czarnowłosa niemal nie wypuściła z dłoni książek, które trzymała. W ostatniej chwili udało się jej zapobiec zwróceniu na siebie uwagi. 
- Nadal trzymasz się swojej wersji? – wyczuwalny sarkazm w pytaniu brunetki jak i jej prowokujący, pewny siebie wzrok mówił wszystko. Maya wiedziała i cokolwiek Millah teraz powie, nie przekona jej, że jest inaczej.
- Wszystko jest ok. I jeśli pozwolisz… muszę się czymś zająć… - mruknęła poprawiając książki w dłoniach, po czym wyminęła Mayę, by po chwili zniknąć na schodach.
Brunetka uśmiechnęła się tylko pod nosem. Wiedziała, że tu był pies pogrzebany. Wiedziała również, jak Millah i Caleb męczą się, musząc siebie unikać, ponieważ w głębi duszy żadne tego nie chciało. Już jej w tym głowa, by to się zmieniło.
Po lekcjach przy głównym wyjściu ze szkoły czekał na nią Christian ubrany w całości na czarno do tego jego bujna czarna czupryna i hipnotyzujące niebieskie oczy sprawiały, że otaczał go wianuszek panienek gotowych zrobić dla niego wszystko. Gdy dziewczyna tylko go spostrzegła, odwróciła wzrok, przyspieszając. Zupełnie nie mając ochoty na rozmowę z nim.
- Millah! Zaczekaj! – zawołał, przerywając słodkie szczebiotanie dziewczyn i wprowadzając je tym samym w niemałe osłupienie. Wyrwał się z ich kręgu, doganiając czarnowłosą, która, gdy tylko spróbował ją dotknąć, cofnęła się.
- Czego chcesz? Wracaj do nich, w końcu dobrze się tu bawisz, mam rację? - pretensjonalny ton wcale go nie zaskoczył. Od czasu owej imprezy nie odezwała się do niego ani słowem, ani nie odpowiadała na jego maile czy sms-y. Zasłużył to fakt… jednak cały czas starał się jakoś to odpokutować. Chyba z marnym skutkiem.
- Co mam jeszcze zrobić, byś mi wybaczyła? Powiedz, bo mam dosyć tej chorej sytuacji, jaka jest między nami. Proszę. - zwykle radosne, pewne siebie oczy Christiana teraz były przepełnione smutkiem, jednak dla niej to było za mało. Nie wiedziała nawet, czy kiedykolwiek się to zmieni.
- Po prostu zniknij stąd. Zostaw mnie i moje życie w spokoju. – odburknęła, chcąc iść dalej, gdyż z daleka dostrzegła Aleka, który zmierzał w jej kierunku. Nie chciała, by Alek skojarzył Christiana z jej osobą.
- Nie odchodź… - chwycił ją za dłoń jednak niewystarczająco mocno, by nie mogła się błyskawicznie wyrwać. Całej tej sytuacji przyglądali się uczniowie, którzy właśnie wychodzili z budynku szkoły oraz grupka adoratorek niebieskookiego.
- Co się tu dzieje? Narzuca się tobie, Mill? – stanowczy, wojowniczy ton Aleka dał o sobie znać, kiedy ten tylko znalazł się przy nich. Spojrzał na Christiana, mierząc go wzrokiem „tego, który tu rządzi” i uśmiechnął się kpiąco.
- Nic, co byłoby w twoim interesie, blondynku. – odpowiedział mu Christian posyłając równie cwany, uśmiech. Byli niemal równego wzrostu, no może Alek delikatnie górował, jednak to Chris był lepiej wytrenowany.
- Uważaj, co mówisz. Nie jesteś u siebie.
- Czyżby? Lepiej ty uważaj, bo możesz stracić swoje pazurki… lub coś innego.
- Taki jesteś pewien siebie? Jesteś tu sam, my niekoniecznie.
- Hahaha… i to ma mnie przekonać? Zaatakujesz mnie? Czy tylko straszysz, bo w głębi duszy trzęsiesz portkami przed stadem z Nowego Yorku?
- Ja mam się bać? Nie bądź śmieszny. Wyglądasz jak kupa gówna, macie jakiś zlot?
Ta wymiana zdań trwałaby nadal i pewnie zakończyła się o wiele gorzej, gdyby Millah nie wkroczyła do akcji, biorąc Aleka za rękę.
- Czas na nas. – powiedziała cicho posyłając mu znaczące spojrzenie, na co ten przystał, mocniej ściskając dłoń dziewczyny. Gdyby ktoś mógł uwiecznić minę Christiana na ten mały, niewinny gest owej dwójki… Maj niemal dostał furii na ten widok. Nie wierzył w to, co widzi. Kim był ten blondyn trzymający jego Millah za rękę? W dodatku ją obejmuje? Nie zostawi tak tego.
Żadne z nich nie wypowiedziało już ani słowa więcej. Millah odeszła wraz z Alekiem w kierunku jego apartamentu, gdzie czekała na nich Jasmine i Chloe, natomiast Christian pożegnał się z dziewczynami i nie zwracając uwagi na ich zawodzenie i jęki, oddalił się w sobie tylko znanym kierunku.
- Kto to był? Ten Maj? – Aleka mało kiedy zżerała ciekawość, zwykle miewał wszystko podane jak na tacy. Obserwował swoją siostrę, która siedziała po przeciwnej stronie kuchennego blatu barowego, mieszając w jogurcie.
- Nikt, kim trzeba by się przejmować. – mruknęła. Chloe wymieniła znaczące spojrzenia z Jasmine, która pokiwała przecząco głową. Szatynka nie uważałaby to, co insynuowała blondynka było teraz im potrzebne.
- Jasmine? Jak ty nie powiesz, powie to Valentina… więc? – Alek nie dawał za wygraną. Wściekły wzrok czarnowłosej oraz jej mina „Ani mi się waż” wyrażała o wiele więcej niż tylko to. Jasmine wiedziała, dlaczego Mill zależy na tym, by blondyn nic nie wiedział o jej „gościu”
- To Christian Blackwell. Zastępca stada Nowego Yorku. – odpowiedziała Jasmine, posyłając przepraszające spojrzenie.
Łyżeczka, którą Millah trzymała, z hukiem spadła na blat.
- Millah? Gdzie idziesz? Zaczekaj! – Alek próbował zapanować nad siostrą, która nie miała zamiaru go słuchać. Ubrała w pośpiechu buty oraz skórzaną kurtkę, chwyciła swoją torbę, po czym trzasnęła drzwiami, jak najgłośniej się dało.
Jak ona mogła? Powiedziała jej wiele rzeczy w zupełnej tajemnicy, o których Alek miał się nigdy nie dowiedzieć. Zamiast tego Jasmine ją zdradziła. Tak się nie robi przyjaciołom. Była coraz bardziej wściekła, ponieważ autobus, którym miała wracać do domu, spóźniał się już 10 minut. Droga na piechotę wydała się jej o wiele lepszym wyjściem. Po pół godzinie znalazła się w domu, w którym nikogo ponownie nie zastała. Notatka na lustrze mówiła, że wybrali się do centrum handlowego 3 godziny temu… to mogło potrwać. Zjadła lekki spóźniony obiad, po którym udała się do swojego pokoju, gdzie na łóżku zastała szczupłego blondyna o niemal ognistorudych włosach, jego towarzyszka miała identyczne jednak o wiele dłuższe niż on. Wysunęła pazury w geście obrony, nie podobało się jej to, że nieznajomi włamują się do jej pokoju, do jej domu, kiedy tylko chcą i zachowują się tak bezczelnie.
- Wyluzuj Millah… przyszliśmy cię tylko ostrzec. – powiedział rudowłosy, spoglądając jej w oczy. Wyraz jego twarzy był niezwykły, stoicki spokój, w którym było widać, że to on ma tu władzę.
- Ostrzec? Przed czym? – zapytała, wcale nie chowając pazurów. Gdyby nagle zmienili zdanie, wolała pozostać przygotowana.
- Trzymaj się z dala od Caleba Reversa. Tak będzie dla ciebie najlepiej. Możesz wierzyć nam na słowo chyba, że chcesz się przekonać… - wymruczała dziewczyna bawiąca się wcześniej włosami opierająca się o futrynę okna. Jej rozbawiony wzrok był nie do rozszyfrowania dla niej. Tak samo wygląd owej dwójki. Niby ubrani jak nastolatkowie jednak… wyczuwało się w nich coś… nadprzyrodzonego.
- Faye! – wojowniczy ton chłopaka zaskoczył Mill tak, że nie zapytała już o nic więcej, widząc, że dziewczyna zamilkła jak zaczarowana.
- To było by na tyle. Lepiej dla ciebie, byśmy się więcej nie spotkali… Millah Petrov. – wyszeptał stając tak blisko niej, że niemal na nią napierał. Zaraz potem cofnął się i wraz z rudowłosą dziewczyną zniknęli tak, jak się pojawili.
- Dziwne… - mruknęła pod nosem , nie wiedząc, co tu się dzieje. Kim była ta dwójka? Czego chcieli od Caleba? Co miał z nimi wspólnego? Czego chcieli od niej? A przede wszystkim, … co chronili? Co starali się ukryć?


c.d.n.

Anna Żylińska

piątek, 28 października 2011

Cud życia


Najważniejsze w życiu jest



Życie



Zabawne, radosne, jasne



I codziennie inne.



Przez cud powstałe



I cudem śmierci zakończone.



Kruche, słabe, wątłe



Niczym nie chronione,



A jakże cenne.



Bez niego nic by



Nie było.



Tylko życie daje początek



Życiu.



To dzięki niemu na świecie nie jest nudno.




Natalia Konopacka

środa, 26 października 2011

Uwaga!

W sobotę 29.10.2011r. o godzinie 19:00 w Centrum Kultury odbędzie się koncert rockowy „Pyziole”.
Zagrają zespoły Budge, Raymount X i Materia.
Cena biletu: 8 zł.

Przed koncertem warto lepiej poznać wykonawców:
Budge

RaymountX

Materia


Na scenie zawitają Jasiek Matwijczak, Miłosz Rychter, Tomek Żyłka i Wojtek Igiel, to właśnie na ich występ czekamy najbardziej.
Redakcja „Stacha w Podziemiach” już nie może się doczekać :)

wtorek, 25 października 2011

Przyjdźmy, oglądnijmy i podyskutujmy na temat...


Również serdecznie zapraszamy i popieramy takie inicjatywy !!!

Redakcja "Stacha w Podziemiach"

PS. Ta wiadomość jest naszą setną na tej stronie:-).

poniedziałek, 24 października 2011

Gościnnie

Kilka słów o odmienności

Dzisiejsze czasy przynoszą ze sobą dużo kontrowersji. Swoboda obyczajowa, która z roku na rok zwiększa się, stawia konserwatystów w dużym zakłopotaniu. Zachowanie, które kiedyś było niedopuszczalne i nieakceptowane społecznie, dziś staje się powszechne i  zaczyna się mówić głośno o rzeczach przez wieki ukrywanych.

Świat pełen jest ludzi innych od reszty. Innych pod względem osobowości, przekonań, wyznawanej religii, orientacji seksualnej czy płci. W kulturze samoańskiej ludzi klasyfikuje się według trzech płci: kobieta, mężczyzna i Fa’afafine. Fa’afafine to z biologicznego punktu widzenia mężczyźni, którzy czują się kobietami. Ich rodzice rozpoznają te skłonności już we wczesnym dzieciństwie i wychowują swoich synów jak dziewczynki albo raczej jak osobniki "trzeciej płci", których rola płciowa różni się od roli płci męskiej i żeńskiej i z tego powodu spełniają inną rolę niż mężczyźni i kobiety. Fa'afafine to osoby znane ze swojej pracowitości i poświęcenia dla rodziny. Stosunek płciowy między Fa'afine i mężczyzną nie jest pojmowany jako stosunek między osobnikami tej samej płci, dlatego mieszkańcy wysp Samoa nie traktują Fa'afafine jako homoseksualistów.

Odmieńcami są też uważani transwestyci upodabniający się do przeciwnej płci. Osiągają wtedy wewnętrzny spokój. Chęć przebierania się w ubrania płci przeciwnej, a nawet przeprowadzanie operacji związane są ze sferą emocjonalną i psychicznymi uwarunkowaniami danej osoby. Oprócz wyżej wymienionych za nieakceptowanych społecznie uważa się homoseksualistów i biseksualistów. Nie pasują oni do utartego już obrazka pięknej rodziny, gdzie figuruje mężczyzna, kobieta i gromadka dzieci. Irytują oni ludzi moim zdaniem ograniczonych, przerażonych nową sytuacją i kimś kogo nie potrafią zrozumieć. Ryszard Kapuściński powiedział:
„Więc albo zaczniemy się nienawidzić, zwalczać, tępić, postrzegać innego jako wroga naszej kultury czy religii, albo zaczniemy szukać zrozumienia i wzajemnego poznania. Przecież 99 procent konfliktów na świecie bierze się ze wzajemnej nieznajomości!”.

Uważam, że taki sam strach wzbudzają także feministki, które nawołują to wyzbycia się utartych stereotypów dotyczących kobiet. Myślę, że wymyka się to spod kontroli mężczyzn, którzy we wcześniejszych czasach mieli władzę nad swoimi żonami, siostrami i córkami. Teraz kobiety mają siłę i odwagę walczyć o siebie. O pozbycie się ograniczeń, w które były wrzucone od niepamiętnych czasów. Schemat zachowania kobiety i jej roli w społeczeństwie myślę, zaczyna uwierać coraz bardziej, bo pęka patriarchat. Irena Krzywicka, feministyczna pisarka takich książek jak „Pierwsza krew”, „Sekret kobiet” i wiele innych była zwolenniczką małżeństw koleżeńskich. „Oddana żona Jerzego Krzywickiego, matka jego dzieci, a jednocześnie przyjaciółka Boya. Kochała obydwu, każdego inaczej, te dwa uczucia nie kolidowały ze sobą. Mąż był życiową podporą, przyjacielem, ojcem dzieci. Boy był mistrzem i namiętnością, czego przed mężem nie zamierzała ukrywać. Uważała, że tendencja do monogamii świadczy o ubóstwie życia psychicznego, że nie sposób poprzestać na jednym mężczyźnie. Nawoływała do otwartej dyskusji nad ludzką seksualnością, co narażało ją na bezustanną krytykę. Ukuto slogan „Chrońcie dzieci przed Krzywic(k)ą!” Adolf Nowaczyński pisał: „Za dawnych dobrych czasów już dawno prowadzono by ją publicznie na stos”.  No właśnie za DOBRYCH czasów, mówi mężczyzna. Dzięki Bogu, że dawnych.

Ograniczenia i ramy, w które nie mieści się żadna z wyżej wymienionych grup, stworzone są przez kulturę, która teraz obowiązuje. W społeczeństwie ograniczonym kulturą nie ma miejsca na indywidualność, osobisty rozwój, bo to czy tamto nie wypada. W takim świecie ludzie o poczuciu silnej niezależności tacy jak ja nie mają łatwego życia. Uważane są za krnąbrne, nieposłuszne, bezczelne, niewychowane czy nienormalne. Wyśmiewane albo za strachu unikane. Mam tylko wielką nadzieję, że przyjdą czasy, kiedy każdy na tej ziemi będzie mógł rozwijać siebie: swoją osobowość , charakter, wygląd zewnętrzny bez lęku wyśmiania. Z zupełną akceptacją, żeby nikomu nie przeszkadzały  pomalowane dwucentymetrowe paznokcie u mężczyzny. Jeżeli nie jest to możliwe w tej chwili, to niech chociaż konserwatyści nie zatruwają życia „odmieńcom” dlatego, że nie wiedzą czy właśnie owy odmieniec nie jest normalny, w czasie kiedy on dał się zamknąć w obowiązujące ramy. Tylko ludzie wolni od stereotypów, od strachu przed innymi i otwarci mają szansę na rozwój i przetrwanie w społeczeństwie. Wiedzą, jacy są i czego oczekują od życia, reszta zginie przygnieciona przeciętnością.

W żadnym człowieku wspomnianym w tej pracy nie widzę nic złego. Tak samo, jak nic złego nie widzę w ludziach, którzy nie chcą wpisać swojemu dziecku płci w papierach tożsamości i denerwuje mnie, że w takich przypadkach ingeruje prawo. W stosunku do każdego „odmieńca” jestem bardziej serdeczna niż wobec typowego, przeciętnego człowieka. Homoseksualistów już kilku znam, żyję nadzieją, że uda mi się poznać jeszcze Fa’afafine, transwestytę i wielu innych.

„Co się nie zgadzało będzie się zgadzało. Co było niepojęte, będzie pojęte” jak pisał Czesław Miłosz

            Maja Gorochowik