niedziela, 22 maja 2011

Miesiąc z Biblioteką

      Już wkrótce dobiegnie końca rok szkolny, powoli zamykane są wszystkie arkusze ocen, ostatnie sprawozdania miękko lądują na biurkach sekretariatu, dobiwszy ostatnich fragmentów krótkiego, trwającego tylko 10 miesięcy taktu... Ale musicie wiedzieć, że nie wszystko kończy się w tym roku szkolnym.
Mamy zaszczyt otworzyć dla Was akcję „Miesiąc z Biblioteką”. Jest to projekt naszej redakcji, podczas którego chcemy prezentować artykuły mówiące o tym, co czytamy, dlaczego chcemy czytać, co nam dały książki, z jakiego powodu tak dobrze czujemy się w bibliotece... Każda publikacja wchodząca w skład serii artykułów z akcji „Miesiąc z biblioteką” będzie oznaczona poniższym obrazkiem.

W czasie akcji będziemy tworzyć nowe sondy związane z czytaniem książek. Dziś udostępniamy pierwsze pytanie „Po jakie działy literatury sięgasz najchętniej w bibliotece?”. Wiemy, że są wśród nas wytrawni odbiorcy bibliotecznych nowości, dlatego wprowadzamy opcję, która umożliwi wam wybranie kilku odpowiedzi.
Myślimy, że nasza inicjatywa wielu z Was zainteresuje, zachęcamy do wzięcia udziału w sondzie.
Nasze przedsięwzięcie chcemy zakończyć spotkaniem uczniów z kilkoma nauczycielami z naszej szkoły. Planujemy, aby opowiedzieli, co pasjonuje ich w książkach, co sami czytają. Jesteśmy w trakcie rozmów z profesorami, z którymi chcielibyśmy podjąć współpracę. O dalszych szczegółach a także o możliwości zapisu na spotkanie będziemy informować na bieżąco. Już wkrótce pierwszy artykuł!

Redakcja „Stacha w Podziemiach”

sobota, 21 maja 2011

Forum otwarte!!!


    W ostatnim czasie, w naszej szkole bardzo popularna stała się pewna forma towarzysząca uroczystościom szkolnym – okazyjne stroje. W Walentynki włożyliśmy na siebie czerwone kreacje, w Dniu Kobiet ubiór nasz był galowy, wreszcie w pierwszy dzień wiosny spacerowaliśmy przez miasto ubrani we wszystkie kolory tęczy. Pojawiły się głosy krytykujące tę monotonność, dlatego też chcielibyśmy wiedzieć, jakie jest twoje zdanie na ten temat i czy masz jakieś inne propozycje, czy wiesz, jak sprawić, aby szkolne uroczystości sprawiały nam, uczniom jak najwięcej radości?  
     Z tego względu stworzyliśmy dla Ciebie, drogi czytelniku, forum które mamy nadzieję będzie służyło tworzeniu nowych pomysłów na przeprowadzanie szkolnych uroczystości, a także otwierało coraz to nowe dyskusje na Wam bliskie tematy.



Serdecznie zapraszamy! 


 Redakcja "Stacha w Podziemiach"

piątek, 20 maja 2011

Czekolada, poezja i koniec świata…


     Czekolada. Twaróg i śmietana. Co będzie jeść moja rodzina? Koniec świata. Wiem. Wszędzie o tym trąbią. Tylko bez wrzasku. Głowa mi pęka. Czuje się napięcie w powietrzu. TO już. Magazyn dziwny. Jeszcze chleb. Wszyscy czekają. Nikt nie robi zakupów. Jak oni wyobrażają sobie życie po końcu świata? Przecież jakoś trzeba będzie żyć. Życie toczy się dalej. Żeby nie wiem co. Zawsze tak będzie. Czekają na zewnątrz. Rodzina, przyjaciele. Wszyscy. Tylko ja się martwię. Ściany się zawalą? Podobno jest taka możliwość. Każą mi uciekać. Zaraz. Jeszcze ser. Przecież nie jem mięsa. Jakiś tam koniec świata nie przyjdzie sobie ot tak i nie zrobi ze mnie mięsożernego potwora. Po moim trupie. Ta torba jest już zbyt ciężka. I coś słodkiego. Uwielbiam słodkie. Poprawia mi humor. Obok stoi gablota z książkami. Piękna, łososiowa oprawa, trochę chropowata. Z napisem „Poezja”. Nie ma autora. Wybijam szybę w gablocie. A co mi tam. W końcu koniec świata, nikt mi nie udowodni. Dotykam jej. Niesamowita. Torba ląduje na ziemi. Z uśmiechem wychodzę na zewnątrz. O mój Boże, drzwi zatrzaśnięte. A torba? Została w środku! Ściskam dwoma rękoma książkę. Nic mi więcej nie potrzeba. Dotykam różańca na palcu. Jestem gotowa…

 Maja Gorochowik 

Ponoć to już jutro, w każdym razie my zamierzamy trwać do końca niczym orkiestra na Titanicu – z pozdrowieniami – Redakcja :)


wtorek, 17 maja 2011


         Duże musiałyby być radiowozy, by policja mogła aresztować oddział harcerzy. Też terenowe, by mogły dojechać nad jeziora celem aresztowania rybaka albo przedrzeć się przez las do turysty-bushcraftera. Domy musiałyby wolno płonąć, by aresztowany podczas akcji strażak zdążył odbyć wyrok. Trzeba wynaleźć wodoodporny portfel, by nurek mógł mieć przy sobie fundusze na zapłacenie za mandat ścigającemu go przy dnie policjantowi. I oczywiście obowiązkowo każdy komisariat musiałby kupić łódź, bo jak bez niej ścigać żeglarzy? Ciekawe, czy starczyłoby miejsc w więzieniach dla rekonstruktorów spod Grunwaldu. To przecież zorganizowana grupa przestępcza wyrabiająca i posiadająca broń! Na pewno drastycznie zwiększyłaby się liczba sierot, bo ich rodzice trafiliby do więzień za przygotowanie dzieciom kolacji…
Ale bzdury wypisuję powyżej. No dobra, może przeginam, a jednak trochę tu prawdy. Dlaczego? Zastanówmy się zatem, co łączy tych wszystkich wyżej wymienionych potencjalnych przestępców. Otóż jest to nóż. Taki kawałek stali, co jak nim nieodpowiednio pociągnąć, to jest kuku i krew leci. I właśnie owe kuku i krew dla kandydata na posła sejmu RP, Arkadiusza Mularczyka były motywacją do stworzenia projektu ustawy zakazującej posiadania noża o długości ostrza przekraczającej osiem centymetrów. Uznane zostać mają takie za broń ofensywną i wymagane na nie będzie pozwolenie, prawie takie jak na pistolet (http://bip.mswia.gov.pl/portal/bip/218/19583/Projekt_stanowiska_Rzadu_do_poselskiego_projektu_ustawy_o_zmianie_ustawy_o_broni.html) Zatem nici z publicznego obrania jabłka, wyciągnięcia dzięki przecięciu pasów człowieka uwięzionego w samochodzie, czy przecięcia linki na jachcie. Osiem centymetrów [ostrza noża] to niewiele i niewiele też można nimi uczynić. Bo jak mówi stare chińskie porzekadło: „małe jest piękne, ale duże więcej może, jeśli chodzi o noże”1.  
A dużego [noża] posiadać nie wolno. 
         Przyznaję się, trochę hiperbolizuję, narzekając na ustawę. Sam od niepamiętnych czasów mam nóż (noże;)). Obecnie posiadam scyzoryk Victorinox One Hand, a długość jego głowni to… osiem centymetrów. Tak – osiem. I jakoś z nim żyję, a w naszym związku wszystko dobrze – nie mam zamiaru go zmienić. Zawsze mieszka sobie w mojej prawej kieszeni i kiedy jest potrzebny, sprawdza się. Lecz tylko w codziennych, mało ekstremalnych sytuacjach. Jeśli jednak np. idę do lasu zabieram coś większego (i jakoś nie ogarnia mnie wówczas żądza krwi). Podczas, jak dumnie to nazywam – bushcraftu, osiem centymetrów nie ma racji bytu, jak niby np. przygotować nim drewno na ognisko? Nie sprawdziłby się również na statku czy pod wodą. Drugie „NIE” dla ustawy wypowiadam ze względu na pasję tysięcy ludzi, np. tych z forum Knives.pl (www.knives.pl) . To są kolekcjonerzy, nie psychopaci (-kolekcjonuje pan noże?! Jest pan niebezpiecznym człowiekiem! -Lepiej, żebym zbierał damską bieliznę?). Zbierają noże. A noże to noże nie tylko te ośmiocentymetrowe. Takie są mniejszością.
Gwarantuję, że wśród knajfsowiczów nie ma ani jednego mordercy. Nie podoba mi się też przewidziana przez ustawę „wysoka uznaniowość” policji. Coś takiego to ograniczenie wolności obywatela, apoteoza „pana władzy”.

I jeszcze jeden argument przeciw: rozłóżcie teraz ramiona. Jestem pewien, że w ich zasięgu znalazłoby się co najmniej dziesięć narzędzi mordu. Jeśli ktoś idzie po to, by zabić, nie powstrzyma go ustawa, a nawet jeśli nie będzie chciał ryzykować, zamiast noża zabierze choćby śrubokręt, bo tego ustawa nie zabrania. Od lat trzeba zezwolenia na pistolet. Ilu ludzi wciąż ginie od kul?
        Ciekaw jestem, kiedy każą chodzić wszystkim nago, żeby nic nie ukryli, powyrywają nam zęby i paznokcie, bo przecież można kogoś pogryźć lub wydrapać mu oczy. A co zrobią, gdy uznają, że można kogoś ranić, dając mu z dyńki? Jeśli ktoś chce zmniejszyć ilość ofiar zabójstw, zamiast walczyć z narzędziami powinien wziąć się za tych, którzy ich używają. Czy naprawdę w Polsce nie ma nic ważniejszego do uchwalania niż ustawy , które nic nie zmienią?
Takie jest w tej kwestii moje zdanie. Obowiązkowo po przeczytaniu zajrzyjcie na stronę http://ntn.knives.pl - znajdziecie tam mnóstwo statystyk i wypowiedzi na temat projektu. Co odnośnie tej sytuacji myślicie Wy, Czytelnicy? Czy według Was bunt społeczeństwa jest uzasadniony? Czy każdy posiadacz noża to psychopata, którego trzeba się bać? Kto ma rację: pan Mularczyk, czy ci kwestionujący jego ustawę? Czy ona jest potrzebna? Czy coś polepszy? Ktoś z Was się z nią zgadza, ktoś popiera moją opinię?
1   Ten i poniższe cytaty stanowią własność użytkowników  bodzio.w1 i RNL z forum knives.pl


Radosław Iwanek

niedziela, 15 maja 2011

Pożegnaliśmy maturzystów


29 kwietnia o godzinie 13:00 w szkolnej sali gimnastycznej odbyło się oficjalne pożegnanie uczniów najstarszych klas. Trzecio- i czwartoklasiści po raz ostatni weszli do szkoły jako jej uczniowie. Wszyscy  maturzyści chcieliby zapewne choć odrobinę przedłużyć słodkie lata nauki, aby solidniej przygotować się do egzaminu dojrzałości. Niestety, czas leci nieubłaganie i w ostatni piątek wszyscy zainteresowani ukończeniem szkoły musieli stawić się do niej w celu odebrania świadectw. Sala gimnastyczna stopniowo wypełniała się radosnymi i podekscytowanymi przyszłymi absolwentami, nauczycielami, rodzicami, zaproszonymi gośćmi oraz przedstawicielami klas młodszych.
Kilka minut po trzynastej wszystkie głosy ucichły, a  pan Zenon Darosz rozpoczął uroczystość. Przypieczętowaniem tego było wniesienie szkolnego sztandaru oraz
odśpiewanie hymnu państwowego.
Konferansjerzy, którymi mieli zaszczyt być uczniowie klasy I„c” Agata Popielewska i Filip Świątkowski, powitali wszystkich zgromadzonych, po czym oddali głos najważniejszej osobie w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Połczynie-Zdroju, czyli oczywiście panu dyrektorowi – Stefanowi Mycy. Pan profesor w swym przemówieniu wyraził nadzieję, że wszyscy znakomicie zdadzą maturę oraz życzył wszelkich sukcesów. Następnie głos zabrał wicestarosta Powiatu Świdwińskiego pan Roman Kozubek, który wręczył nagrody dla najwybitniejszych uczniów naszej szkoły. Nagrody zdolnym i sumiennym absolwentom wręczyła również burmistrz Połczyna- Zdroju pani Barbara Nowak.


Najważniejszym punktem ceremonii było jednak rozdanie świadectw. Uczniowie każdej klasy byli w porządku alfabetycznym wywoływani na środek sali przed oblicze pana dyrektora oraz swojego wychowawcy. Tam otrzymywali świadectwo, które dało im prawo  przystąpienia do egzaminów maturalnych. Następnie, zgodnie z tradycją szkoły przedstawiciele młodszych klas ofiarowali im symboliczne kwiaty.
Nikt w tym dniu nie zapomniał również o znakomitych szkolnych sportowcach  i działaczach. Siatkarze i siatkarki, koszykarze, szczypiorniści, członkowie samorządu – wszyscy zostali wyróżnieni i nagrodzeni gromkimi, ogromnie zasłużonymi brawami. 
            Wzruszająca uroczystość dobiegła końca. Przed absolwentami otworzył się świat dorosłości, wkroczyli w nowy etap życia. Nadszedł czas, kiedy muszą zacząć poważnie myśleć o własnej przyszłości i podjąć ważne dla siebie decyzje. Którejkolwiek ścieżki by nie obrali, życzymy im realizacji wszelkich planów, sukcesów i czerpania radości z życia. To, co czują i myślą młodsze roczniki, doskonale zobrazują słowa wygłoszone w mowie pożegnalnej: „Zapał, z jakim reprezentowaliście naszą szkołę, w konkursach i zawodach, będzie dla nas wzorem. Postaramy się godnie Was zastąpić. Życzymy wszystkim spełnienia marzeń, tych dużych i tych niewielkich, bo cytując słowa poety ,,Nawet najdalszą podróż rozpoczyna pierwszy krok”.”  


      Natalia Fijoł kl. I "c"

sobota, 14 maja 2011

Przez mroki współczesności


Kto potrafiłby w dość komfortowych warunkach, miłej atmosferze i stosunkowo krótkim czasie pojechać do Koszalina, kupić bilet do teatru, obejrzeć świetny spektakl, następnie wrócić do domu? No, to nie problem, ale jeszcze druga cześć pytania: kto dokonałby tego, wydając jedynie siedemnaście złotych? Już robi się trudniej... Ale dla nas, ponad czterdziestoosobowej grupy "wybrańców", nie stanowiło to problemu, bowiem dwudziestego ósmego kwietnia Pan Profesor Bohuszewicz zorganizował wyjazd do Bałtyckiego Teatru Dramatycznego na realizację dramatu autorstwa Doroty Masłowskiej "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku".


Dwoje biednych Rumunów…” to debiutancka sztuka Doroty Masłowskiej napisana na zamówienie TR Warszawa, miała premierę w listopadzie 2006. Jest to krótki i przepełniony humorem dramat opowiadający historię Parchy, aktora grającego księdza Grzegorza w telewizyjnym serialu oraz poznanej przypadkowo Dżiny - dwojga imprezowiczów, którzy po suto zakrapianej balandze, będąc pod wpływem alkoholowo-narkotykowej mieszanki, najprawdopodobniej nieświadomi swych czynów wyruszają w szaloną podróż po Polsce. Z czasem zaczynają odzyskiwać przytomność umysłów i dostrzegać otaczające ich bagno. Są ludźmi z tzw. marginesu społecznego, zatem łatwo przychodzi im wcielenie się w rolę pary rumuńskich żebraków mówiących po polsku. Wpychają się ludziom do samochodów, żebrzą, proszą o pomoc, próbują korzystać z cudzych telefonów, nawet domostw, lecz nie przebiega to bezproblemowo, bowiem następuje tu konfrontacja z naszą wspaniałą polską mentalnością. Cała fabuła przedstawiona jest tu głównie za pomocą dialogu, którym posługują się ludzie pokroju głównych bohaterów – a jest to dialog wulgarny, pełen błędów i przeskoków myślowych, niemal pozbawiony logicznych zdań. Roi się jednak on od niezliczonych gierek słownych i ukrytych żartów. Zresztą na początku cała sztuka aż ocieka humorem. Lecz z czasem zaczyna robić się coraz mniej śmiesznie. Bohaterowie dochodzą do siebie, zaczyna przygniatać ich ogrom problemów i dramatyzm sytuacji, w której się znaleźli, stopniowo rodzi się pomiędzy nimi konflikt, a podróż ich życia przeradza się w piekielną wyprawę po dzisiejszej strasznej Polsce. Jednocześnie brutalnie ukazuje ciemną stronę naszego współczesnego, przesyconego ogłupiającymi substancjami życia oraz szaleńczej walki o przetrwanie w nim, ciągłego pościgu i chęci osiągnięcia spokoju poprzez ucieczkę przed rzeczywistością.



Mimo, iż głównym filarem spektaklu były słowa, nie mogę nie wspomnieć o scenografii. Anna McCracken wszechobecną tandetę i płytkość świata bohaterów zobrazowała poprzez wyłożenie powierzchni plandekami, choinki zapachowe zawieszone pod sufitem oraz opony samochodowe, jako główny rewizyt oraz cześć wystroju, według mnie wspaniale komponującego się z treścią.

Moim zdaniem sztuka zasługuje na miano co najmniej bardzo dobrej. I nie tylko moim, bowiem wraz z nami na widowni zasiedli także krytycy, m. in. Jacek Sieradzki, redaktor naczelny „Dialogu”. Ich zadaniem było podjęcie decyzji czy sztuka zakwalifikuje się do Finału 17. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. I zakwalifikowała się. Wśród jedenastu przedstawień wybranych z osiemdziesięciu pięciu zgłoszonych.

Długo po obejrzeniu spektaklu pozostał w mojej pamięci jego obraz z wiele z nim przemyśleń związanych. Pełne zrozumienie treści wymagało trochę czasu, ale taka po prostu jest Masłowska – brawurowo przedstawia swą jakże skomplikowaną wizję świata i nie czeka, by odbiorca dotrzymał jej kroku i w pełni wszystko pojął… 

Radosław Iwanek, Ic

poniedziałek, 9 maja 2011

"Nadejszła wiekopomna chwiła..."


W dniu wczorajszym przekroczyliśmy 10000 wejść na naszą stronę. Musimy przyznać, że jeszcze cztery miesiące temu żadne z nas nie spodziewało się, że to dość symboliczne, podsumowanie pewnego etapu, wybicie 10000 odwiedzin nadejdzie tak szybko. Z publicystami jest bardzo podobnie jak z artystami: pełne spełnienie przychodzi dopiero, gdy Wy, odbiorcy, wykazujecie aprobatę dla naszej twórczości i, co ważne, czekacie wciąż na więcej naszej wizji świata i jego krytycznej oceny.
      
Bardzo dziękujemy Wam za tyle odwiedzin, musicie wiedzieć, że nam - redaktorom o wiele lżej przychodzi pisanie i robimy to z większą chęcią, gdy mamy świadomość, że codziennie tak spora gromadka nas odwiedza.


Redakcja "Stacha w Podziemiach"

niedziela, 8 maja 2011

Spotkanie z historią...


11 maja 2011 roku o godzinie 16 w połczyńskim zamku, w sali kominkowej odbędzie się spotkanie z Panem Eugen von Muszyński, który przebywał w zakładzie germanizacyjnym Lebensborn "Heim Pommern"- Bad Polzin dzisiejszym sanatorium "Borkowo" . 


Poniżej mała nota historyczna z życia tej osoby, która pomimo młodego wieku, "otrzymała" bardzo wiele z rąk hitlerowskich Niemiec.


Eugen von Muszyński urodził się 23 maja 1935 r. w miejscowości Warsaw w Stanach Zjednoczonych. W wieku trzech lat przyjechał do Polski. Aresztowanie całej rodziny przez Gestapo w 1941 r. rozpoczęło lawine przykrych przeżyć" germanizacja w Lebensborn "Pommern" - Bad Polzin, tortury i pseudo-medyczne doświadczenia w obozie koncentracyjnym Auschwitz. W maju 1944 r. stał sie dzieckiem-żołnierzem AK powstańczej Warszawy, następnie żołnierzem 1 Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki, z którą przeszedł szlak bojowy przez Wał Pomorski, Odrę do Berlina. Także Polska Ludowa nie była łaskawa dla Eugena von Muszyńskiego, gdyż został aresztowany i na dwa lata uwięziony przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego.


 Filip Świątkowski

Aktualności w kinie ,,Podhale" .

W dniach 6-12 maja w holu kina prezentowana bedzie wystawa pt. "Kobiety świata" autorstwa fotografika Edwarda Grzegorza Funke.






Filip Świątkowski